ZAWÓD – DZIENNIKARZ. ETAT – CAŁE ŻYCIE

ZAWÓD – DZIENNIKARZ. ETAT – CAŁE ŻYCIE

- kategorie: Społeczeństwo, wywiady

Jego charakterystyczny głos przybliża nam świat już od ponad 20 lat. Przez ten czas był naocznym świadkiem ważnych wydarzeń, które na trwale zmieniły naszą historię. Jest jednym z najbardziej doświadczonych i rozpoznawalnych dziennikarzy w Polsce. Piotr Kraśko, na łamach Uniwersal.Info,  dzieli się z nami swoją wiedzą , przybliża pracę dziennikarza i dziennikarski warsztat.

 

Rozmawiali: Magdalena Majchrzak, Marcin Obłoza, Bohdan Stawiski

Uniwersal.Info.: Jak rozpoczął pan swoją przygodę z dziennikarstwem?

 Piotr Kraśko: Pierwsze kroki stawiałem w Warszawskim Ośrodku Telewizyjnym. To były czasy, gdy w telewizji panowała moda na zatrudniane za wszelką cenę nowych i młodych twarzy, czasem bez względu na umiejętności. Myślę, że ówczesna polityka stacji telewizyjnych sprzyjała łatwiejszemu znalezieniu pracy dziennikarskiej, co się raczej już nie powtórzy.  Dostałem się do telewizji, mając osiemnaście lat. Pierwszym poważnym programem, który prowadziłem, był Pegaz na antenie programu pierwszego. Miałem  24 lata, gdy po raz pierwszy  prowadziłem debatę prezydencką, na co moim zdaniem byłem zdecydowanie za młody.  Do tego potrzebna jest nie tylko wiedza podręcznikowa, ale i zwykłe doświadczenie życiowe i zawodowe.  Wtedy jednak było dużo łatwiej.

U.I: Czyli obecnie trudniej jest dostać pracę w zawodzie dziennikarza?

P.K.: W tym zawodzie zawsze jest to trudne, chociaż teoretycznie możliwości pracy jest coraz więcej. Co prawda redakcje redukują liczbę pracowników, jednak duże pole manewru daje nam Internet. Powstaje masa gigantycznych internetowych portali, które dają zatrudnienie nawet kilkuset osobom. Dzięki temu, dla absolwentów dziennikarstwa pracy jest coraz więcej.  Przed wyborem tego kierunku warto przemyśleć, czy nie lepiej skończyć czegoś, co daje konkretne wykształcenie, wiedzę i zawód, np. prawa lub historii. Najcenniejszą rzeczą,  jaką można mieć w tym zawodzie, jest doświadczenie – ale je zdobywa się latami. A do tego najbardziej przydaje się jakaś wiedza konkretna. Ludzie często do mnie przychodzą i mówią, że chcieliby pracować w telewizji. Na pytanie – o czym chcieliby mówić  – odpowiadają, że po prostu chcieliby mówić do kamery. Można mówić o giełdzie, o polityce międzynarodowej, o Francji, o sporcie, podatkach, o czym chcemy.  Ale musimy się na tym znać, musimy mówić o czymś, co jest naszą pasją. Nie jest nią mówienie do kamery, bo z tego nic nie wynika.

U.I.: Skoro istotny jest nie tylko ukończony kierunek, to jakie predyspozycje powinna mieć osoba, która marzy o zawodzie dziennikarza? Czy powinna odznaczać się jakimiś szczególnymi cechami?

P.K.: Lubić rozmawiać z ludźmi, mieć łatwość nawiązywania kontaktów. I mieć w sobie pasję. Nie ma znaczenia, czy będziemy mówić o giełdzie, historii Polski w XV wieku, czy o wydarzeniach w sejmie. Można o każdej z tych rzeczy powiedzieć nudno i można powiedzieć pasjonująco. Jeżeli nas samych nie będzie naprawdę ciekawiło  to, o czym mówimy lub piszemy, to widza czy czytelnika na pewno nie zainteresujemy. Wybierzmy własną dziedzinę i mówmy o tym, co nas naprawdę fascynuje.  Bo nie ma nic gorszego,  niż wtłoczenie kogoś na siłę, by zajmował się tematyką, która jest mu obca.  Zamieńmy nasza pasję na zawód!

U.I.: Czy praca  w TVNie i programie śniadaniowym bardzo różni się od pracy w wiadomościach TVP?

Bardzo się różni, wręcz krańcowo. Dobrze wspominam lata spędzone w TVP. To było niezwykłe miejsce, niezwykłe tematy, historie, wspaniali  ludzie, których spotkałem.

Byłem świadkiem znaczących wydarzeń – kolejne etapy wchodzenia Polski do Unii Europejskiej, pielgrzymki Jana Pawła II, ale też jego odejście

Przeżyłem zarówno dramatyczne, jak i szczęśliwe wydarzenia. Co je łączyło? – były niezwykłe.  A jednak praca w TVN-ie jest dla mnie każdego dnia niebywałym zaskoczeniem – to, jak ta firma jest świetnie wymyślona i prowadzona, cudowni ludzie w niej pracujący, sprawność z jaką działa. Jestem w nieustającym oczarowaniu, gdy po tylu latach w tych zawodzie, można znaleźć się w instytucji –  którą, wydaje się, że dobrze się zna – i odkrywać ją z zachwytem na nowo.

U.I.: Ile czasu trwają przygotowania do programu na żywo ?

P.K.: Całe życie. Praca w tym zawodzie nigdy się nie kończy. Gdy jestem poza studiem, nadal tym żyję. Muszę przez cały czas zaglądać do prasy i Internetu.  Jest to jednak bezcenne doświadczenie życiowe. Składa się na nie ileś fragmentów rozmów, które mamy w głowie. Setki stron  przeczytanych tekstów
i książek. Tysiące  sytuacji, które przeżyliśmy w życiu,  widzieliśmy z bliska jako reporter, czy prowadzący w studiu. Początkowo, gdy przychodzi się do pracy, wydaje się, że jestem tu  od-do. Ale potem się okazuje, że ten zawód składa się z tysięcy przeróżnych okruchów, które mogą być datą, nazwiskiem, sytuacją, zdjęciem, fragmentem tekstu, który nam przyjdzie do głowy, a jest ważny w kontekście tego, co się  aktualnie wydarzyło. To jest zawód, którego uczymy się codziennie. Jeżeli dziś dziennikarz nie przeczytał paru stron jakiegoś ważnego tekstu, to znaczy, że się cofnął – bo inni przeczytali, inni wiedzą już więcej, niż on.

U.I.: Na czym polega dziennikarska rzetelność ?

P.K.: Kilka lat temu rozmawiałem z Umberto Eco, który powiedział mi,  że jego zdaniem w szkołach na całym świecie powinno się uczyć młodych ludzi korzystania z Internetu. Będąc ekspertem w historii średniowiecza, kiedy  wyszukiwał jakąś informację w Internecie na interesujący go temat, znajdywał kilka źródeł i nie był w stanie określić, które źródło będzie dla niego wiarygodne, a które nie. Zwykły użytkownik Internetu będzie miał podobny problem. Na tym przykładzie doskonale widać paradoks Internetu – łatwy dostęp do informacji, ale czy są to wiadomości rzetelne ? Zanim jakiś materiał ukaże się w dużej stacji telewizyjnej, najpierw odbędzie  się kolegium redakcyjne, specjaliści zastanawiają się czy robić ten temat, jak go zrobić, kto powinien się tym zająć. Ileś osób go obejrzy, poprawi, zweryfikuje. W Internecie, zwłaszcza na mniejszych portalach czy Facebooku,  każdy może być ekspertem. Wiadomości tam podane często nie mają wiele wspólnego z prawdą, nikt ich nie sprawdza. Wyścig na publikowanie tragicznych informacji jest niepotrzebny. A jeżeli raz stracimy zaufanie naszych widzów, to prawdopodobnie nie uda się już go odzyskać.

U.I.: W takim razie, czy Pan korzysta z Facebooka?  Bycie dziennikarzem musi wiązać się z ciągłym byciem online?

 P.K.: Nie, nie korzystam z niego, co wynika ze zniechęcenia. Uważam, że dziennikarz może bagatelizować portale społecznościowe, ze względu na ogromną ilość całkowicie bezwartościowych informacji. Ogrom wiadomości bez znaczenia, niechęci czy złośliwości jest po prostu przytłaczający. Tutaj głos noblisty jest tak samo ważny, jak kogoś, kto nie ma pojęcia o czym pisze. Tak naprawdę, jeśli ktoś opiniotwórczy opublikuje coś wartościowego na Facebooku, to jego wpis trafi też na najpopularniejsze portale. Ludzi fascynuje fakt, że na Twitterze mogą się dowiedzieć czegoś od razu. Czy nie lepiej dowiedzieć się 3 minuty później, ale mieć pewność, że jest to zweryfikowana informacja?

U.I.: Czy nadal stresuje się Pan przed wystąpieniami na żywo? Jak dziennikarz powinien sobie radzić z tremą?

P.K.: Czasem tak. Ale moim zdaniem  stres dzieli się na mobilizujący i paraliżujący. Na ten drugi nie ma lekarstwa. Trema  mobilizująca jest dobra, bo człowiek się przejmuje, że popełni błąd i stara się lepiej przygotować. Im dłużej się ten zawód wykonuje, tym bardziej się wie, do ilu nieprzewidzianych sytuacji i wpadek może dojść.  Do wielu rzeczy można się przyzwyczaić. Stres początkującego z czasem mija. Aczkolwiek zawsze odczuwa się  tremę związaną z poczuciem odpowiedzialności i pewnego ryzyka. Jeden błąd lub wpadka dziennikarza może być końcem jego kariery zawodowej.

U.I.: Więc jak temu zapobiec?

 P.K.: Można ufać swojej pamięci,  jednak  warto mieć ze sobą jakieś notatki, z których będziemy czerpać. Bo nawet najbardziej oczywista data czy nazwisko może nagle wypaść nam z głowy.  Przez 20 lat nie będzie nam ona potrzebna. A nagle któregoś dnia okaże się przydatna i jeśli nie będziemy jej mieli, może to być naszą zawodową porażką.

Dziennikarz powinien czytać też jak najwięcej tekstów o temacie, nad którym pracuje. Przed wyjazdem na korespondencję z wojny w Rwandzie chodziłem do bibliotek i czytałem o kraju tyle, ile mogłem. Po przyjeździe okazało się jednak, że tak naprawdę nadal niczego nie rozumiem. Nadawanie na żywo to opowiadanie swojej historii i musi być ona pełna precyzyjnych, prawdziwych informacji. Absolutną podstawą dla każdego dziennikarza powinny być strony największych agencji informacyjnych. Jestem też na bieżąco z informacjami przygotowanymi przez TVN. Takich portali warto obserwować więcej i szukać zweryfikowanych źródeł. Uważam, że każdy dziennikarz powinien odwiedzać stronę  New York Times, także ze względów warsztatowych. Jakość pisanych tam tekstów jest bardzo dobra. To, jak ta gazeta ma udokumentowany każdy tekst i każdą analizę, budzi najwyższy podziw.

U.I.: Jak przyjmuje pan do wiadomości fakt, że pańskim życiem regularnie zajmują się  portale plotkarskie?

P.K.: Moim zdaniem nie  powinno się nimi przejmować. Nie są one specjalnie szkodliwe, kiedy nie popełnia się wielkich głupot. Oczywiście zdarzają się  osoby, które  zostały bezpodstawnie i niesprawiedliwie oczernione w mediach.  Jednak w większości sytuacji bawi mnie, gdy początkujący aktorzy czy artyści  żalą się, że nie mogą w spokoju wyjść na ulice. Więc niech zmienią pracę.  Rozdzieranie szat  w moim zawodzie byłoby hipokryzją. Tak to funkcjonuje, Polska nie różni się pod tym względem od innych miejsc na świecie. Trzeba nauczyć się z tym żyć.

U.I.: Czy dziennikarz może  okazywać emocje na wizji?

 P.K.: Wszystko zależy od sytuacji, w jakiej się znajduje. Przy okazji debat politycznych czy omawiając projekty ustaw, zadaniem dziennikarza jest przede wszystkim spokojne objaśnienie widzowi danego zagadnienia w jak najjaśniejszy sposób. Przedstawienie argumentów za, jak i przeciw czy wskazanie zagrożeń. W naszej pracy zdarzają się jednak czasem także takie sytuacje, które wywołują niemałe emocje zajrzyj.

U.I.: Na przykład ? Jaka sytuacja najbardziej zapadła Panu w pamięć?

 P.K.: Specjalne wydanie spod Wielkiej Krokwi, gdy Adam Małysz skoczył po raz ostatni, zgromadziło przed telewizorami  większą ilość widzów niż serwis z najświeższymi doniesieniami o katastrofie w Smoleńsku,  czy huraganie Kathrina.  W nas wszystkich były tak wspaniałe emocje związane z Adamem Małyszem, a jego postać tak dobrze się kojarzyła, że każdy chciał zobaczyć to wydanie wiadomości. Co dowodzi, że ludzie potrzebują też dobrych informacji, pozytywnych wzruszeń i emocji. A dziennikarz ma za zadanie je im przekazać.