Natowska karta „czekoladowego króla”

Natowska karta „czekoladowego króla”

Jakub Bornio

- kategorie: Polityka

Na początku lutego w udzielonym dla niemieckiego dziennika „Berliner Morgenpost” wywiadzie prezydent Ukrainy Petro Poroszenko poinformował o zamiarze przeprowadzenia referendum w sprawie wstąpienia jego kraju do NATO. Informacja przetoczyła się przez najważniejsze europejskie media, nie umykając uwadze centrów prasowych w Polsce, a przede wszystkim w Rosji. Ze względu na toczący się na Ukrainie konflikt, perspektywa pełnego członkostwa Ukrainy w Sojuszu Północnoatlantyckim jest bez wątpienia bardzo odległa. Dlaczego zatem prezydent Poroszenko występuje z ideą przeprowadzenia referendum i czemu ma ona służyć?

Kiedy w 2007 r. Ukraina znajdowała się w połowie rządów administracji Wiktora Juszczenki, analogii do jej współczesnych stosunków z NATO moglibyśmy doszukiwać się tylko w jednym – euroatlantyckich aspiracjach rządzącej elity. Inne były nastroje społeczeństwa ukraińskiego, odmiennym było nastawienie samego Paktu do potencjalnego członkostwa w nim Ukrainy, a i neoimperialne zapędy Federacji Rosyjskiej nie były dla wszystkich tak oczywiste. Te ostatnie uwidoczniły się dopiero po 2008 r., przełomowym ze względu na deklarację niepodległości Kosowa i wojnę gruzińsko-rosyjską.

Od deklaracji do załamania

W przedstawionym w lipcu 2007 r. wspólnym stanowisku Komisji NATO-Ukraina reprezentant Kijowa wyraźnie zaakcentował, że aspiracją jego kraju jest pełne członkostwo w Sojuszu, co spotkało się z aprobatą przedstawicieli Paktu, potwierdzających politykę otwartych drzwi względem Ukrainy. Co interesujące, owe aspiracje nie miały jednak rzeczywistego poparcia w społeczeństwie ukraińskim. Gdyby referendum dotyczące członkostwa Ukrainy w NATO odbyło się w grudniu 2007 r., za członkostwem w Sojuszu opowiedziałoby się tylko 21% Ukraińców. Z dzisiejszej perspektywy dziwić może, że znacznie więcej zwolenników miały idee zagwarantowania bezpieczeństwa narodowego poprzez alians z Rosją lub innym krajem Wspólnoty Niepodległych Państw oraz – co zdaje się być mniej zaskakujące – poprzez przyjęcie przez Ukrainę statusu państwa „pozablokowego”. Oba pomysły cieszyły się około 31-procentową aprobatą. Pomimo stałego, relatywnie niskiego poparcia społecznego wobec członkostwa Ukrainy w NATO władze w Kijowie konsekwentnie realizowały obraną przez siebie proeuroatlantycką politykę. W 2008 r. ze względu na protesty opozycji i zablokowanie obrad Rady Najwyższej Ukrainy niepowodzeniem zakończyła się próba objęcia kraju programem Membership Action Plan. Pomimo tego, gotowość Sojuszu do współpracy pozostawała niezmienna. Jej najbardziej dobitną egzemplifikacją była wyrażona w deklaracji po szczycie NATO w Bukareszcie zgoda sygnatariuszy na członkostwo w Sojuszu zarówno Ukrainy, jak i Gruzji. Nie określono jednak czasu, w jakim ma to nastąpić. Wspomniane stanowisko zostało potwierdzone również na szczycie NATO w Strasburgu i Kehl w 2009 r.

Odejście Ukrainy od polityki zagranicznej zorientowanej na kierunek euroatlantycki nastąpiło po wyborach prezydenckich z 2010 r., które dały zwycięstwo przedstawicielowi Partii Regionów, Wiktorowi Janukowyczowi. Tuż po objęciu urzędu, prezydent Janukowycz podpisał zaproponowaną przez siebie Ustawę o zasadach polityki wewnętrznej i zagranicznej, która określała status Ukrainy jako państwa „pozablokowego”. Oznaczało to de facto rezygnację Ukrainy z członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim. Janukowycz wpisał się zresztą doskonale w panujące ówcześnie nastroje społeczne. Większość Ukraińców opowiadała się bowiem przeciw członkostwu ich kraju w NATO, a zwolennicy „pozablokowego” statusu Ukrainy stanowili w 2012 r. już 42% ogółu społeczeństwa. Zmalała przy tym nie tylko liczba zwolenników członkostwa Ukrainy w NATO, ale również liczba osób optujących za sojuszem z Rosją lub innym krajem WNP. W deklaracji szczytu w Lizbonie w 2010 r. sygnatariusze Paktu z szacunkiem odnieśli się do ustanowionej przez Ukrainę polityki „pozablokowej”, akceptując suwerenną decyzję Kijowa i zapewniając o gotowości do dalszej współpracy. Wyraźne sygnały o woli przyjęcia Ukrainy do NATO, podobne do tych ze szczytów w Bukareszcie czy w Strasburgu i Kehl, nie zostały już nigdy powtórzone. Współpraca Ukrainy z NATO utkwiła w punkcie „strategicznego partnerstwa”.

Punkt zwrotny

Przełomowym dla relacji NATO-Ukraina wydarzeniem okazała się rewolucja Euromajdanu. Nie dlatego, że masowe proeuropejskie, a następnie antyrządowe protesty doprowadziły do zmiany władzy, powierzając ją na powrót zwolennikom euroatlantyckiego kursu Ukrainy, ale dlatego, że w konsekwencji kryzysu ukraińskiego, a w szczególności agresywnej polityki Federacji Rosyjskiej, zmieniły się nastroje społeczne. W 2014 r. nowe władze anulowały ustawę określającą status Ukrainy jako państwa „pozablokowego”, potwierdzając tym samym intencję zbliżenia do struktur euroatlantyckich. Nie oznacza to jednak, że NATO wróciło do prezentowanego przed kilkoma laty stanowiska i jest gotowe przyjąć Ukrainę w ramy Sojuszu. Współczesna sytuacja międzynarodowa jest dalece odmienna od tej zaistniałej w połowie 2007 r. Co więcej, być może wydarzenia konfliktu ukraińsko-rosyjskiego jeszcze bardziej oddaliły perspektywę ukraińskiego członkostwa w NATO. Niezaprzeczalnie jednak od początku 2014 r. postawa Ukraińców wobec przynależności ich kraju do Sojuszu Północnoatlantyckiego zmienia się na pozytywną. Pod koniec 2014 r. zwolennicy członkostwa stanowili już ponad 40% ukraińskiego społeczeństwa; trend ten dominował przez cały rok 2015, by w 2016 – według wielu badań – przechylić się jednoznacznie na korzyść zwolenników aliansu z NATO. Co istotne, do poziomu 8% zmalała liczba tych Ukraińców, którzy uważają, że najlepszym sposobem zapewnienia ich krajowi bezpieczeństwa będzie alians z Rosją lub innym krajem WNP. Choć popularność negatywnego postrzegania Rosji jest w najbliższej perspektywie zjawiskiem nieodwracalnym, nie ma żadnych gwarancji, że wysoki poziom poparcia dla członkostwa Ukrainy w NATO zostanie utrzymany.

Ukraina wciąż podzielona

Badania opinii publicznej dotyczące przystąpienia Ukrainy do Sojuszu Północnoatlantyckiego są interesujące z jeszcze jednego powodu. Stanowią potwierdzenie ciągle obecnego zróżnicowania wewnętrznego i diametralnie różnych koncepcji rozwoju kraju reprezentowanych przez obywateli jego poszczególnych regionów. W 2015 r. zwolennicy przystąpienia Ukrainy do NATO stanowili około 75% ogółu społeczeństwa na zachodzie kraju; 49% w centrum; 23% na południu i 29% na wschodzie. Dla porównania przeciwnicy stanowili kolejno około 8% ludności na zachodzie; 28% w centrum; 33% na południu i 54% na wschodzie kraju.

Na kłopoty – NATO

Skoro dość oczywistym jest, że perspektywa członkostwa Ukrainy w NATO jest odległa, czemu zatem ma służyć wyrażenie przez Petra Poroszenkę woli przeprowadzenia referendum? Motywów działania prezydenta Ukrainy można wymienić kilka; są one związane zarówno z realizacją celów na potrzeby polityki wewnętrznej, jak i międzynarodowej. Przypuszczalnie, w związku ze słabnącym poparciem wobec swojej osoby Poroszenko stara się wykorzystać pozytywne nastawienie obywateli Ukrainy wobec NATO, aby zbić na nim kapitał polityczny. Zapowiadając referendum w kwestii przystąpienia do Paktu i zaznaczając, że jeśli Ukraińcy się za nim opowiedzą, zrobi wszystko, by osiągnąć członkostwo w Sojuszu, Poroszenko pragnie rysować się w oczach społeczeństwa jako głosiciel idei zbliżenia z Zachodem i jedyny gwarant jej realizacji. Strategia taka wydaje się mieć uzasadnienie, zwłaszcza że Poroszenko nie może być pewny nawet uczestnictwa w drugiej turze wyborów prezydenckich. Mimo że obecny prezydent Ukrainy z wynikiem ok. 12% zajmuje w sondażach miejsce bezpośrednio za prowadzącą Julią Tymoszenko (18%), to od trzeciego w kolejności Jurija Bojki, lidera Bloku Opozycyjnego, dzieli go jedynie różnica błędu statystycznego.

Zapowiedź przeprowadzenia referendum może też być podyktowana zamiarem realizacji celów polityki zagranicznej, i w żadnym wypadku nie wyklucza się to z chęcią osiągnięcia partykularnych celów w wymiarze wewnętrznym. Ponieważ światowa opinia publiczna nie jest zainteresowana Ukrainą w stopniu równym temu z początku kryzysu, konieczne z punktu widzenia Poroszenki wydaje się zwrócenie uwagi na problemy ją trapiące. Jest to istotne zwłaszcza w związku ze zmianą polityczną, jaka dokonała się w Białym Domu. Waszyngton jest w tym kontekście szczególnie ważny nie tylko ze względu na to, że Stany Zjednoczone są głównym czynnikiem konstytuującym siłę NATO, ale również z powodu obaw o sposób prowadzenia amerykańskiej polityki wobec Ukrainy i Rosji przez administrację nowego prezydenta Donalda Trumpa. Zapowiedź referendum oraz potencjalne jego przeprowadzenie – przy założeniu, że wynik okaże się korzystny – staje się narzędziem ponownego zwrócenia uwagi na problem Ukrainy. Sama idea referendum stanowi również jasny sygnał, zarówno dla NATO, jak i dla Federacji Rosyjskiej, wyraźnych euroatlantyckich aspiracji już nie tylko ukraińskich elit politycznych, ale większości ukraińskiego społeczeństwa.

Dane statystyczne cytowane za: Centrum im. Razumkowa, Kiev International Institute of Sociology, Pew Research Center, Center for Insights in Survey Research

fot.radiopik.pl