W cieniu Ściany Płaczu

W cieniu Ściany Płaczu

Paweł Pokrzywiński

- kategorie: Polityka

 

W czerwcu tego roku Ściana Płaczu (w Izraelu znana jako Ha-kotel ha-maarawi – Zachodni Mur) stała się religijno-politycznym punktem zapalnym. Decyzja premiera Benjamina Netanjahu o zawieszeniu osiągniętego w 2016 r. porozumienia o rozbudowie miejsca modlitw dla nieortodoksyjnych nurtów judaizmu pod Ścianą Płaczu zelektryzowała po raz kolejny relacje wewnątrz świata żydowskiego.

 Żeby zrozumieć wagę Ściany Płaczu dla judaizmu, należy przenieść się do starożytności. Od zbudowania Świątyni Jerozolimskiej była ona centrum kultu religijnego. Tutaj znajdowała się Arka Przymierza, tutaj przybywali Żydzi na trzy święta pielgrzymie: Pesach, Szawuot i Sukot, składali ofiary oraz modlili się. W 66 r. n.e wybuchło powstanie żydowskie przeciwko panowaniu rzymskiemu w Judei. Z czasem walki przerodziły się w wojnę, która ogarnęła cały region. W 70 r. doszło do oblężenia Jerozolimy przez XIII Legion Tytusa Flawiusza. Po zdobyciu miasta, w ramach zemsty, zostało ono zniszczone i spalone wraz ze Świątynią Jerozolimską. Na tych zgliszczach Rzymianie zaczęli budowę ośrodka o nazwie Aelia Capitolina. Jedyną pozostałością po tamtym okresie, która przetrwała do dzisiaj jest właśnie Zachodni Mur – symbol biblijnej świetności Świątyni Jerozolimskiej.

Historyczne porozumienie…

W 2016 r. izraelski rząd osiągnął porozumienie w sprawie Ściany Płaczu. Media określiły je mianem ponadczasowego. Miało ono zażegnać wszystkie wieloletnie spory w łonie judaizmu, trwające od 1968 r., kiedy ministerstwo ds. religijnych nalegało na segregację płciową pod Ścianą Płaczu. Przełomem miały okazać się jego trzy punkty. Pierwszy zobowiązywał rząd do powiększenia przestrzeni modlitwy dla nieortodoksyjnych nurtów judaizmu pod Łukiem Robinsona. Jest to miejsce wyjęte spod władzy urzędu rabina Zachodniego Muru i ministra ds. religijnych. Dlatego też od 2004 r. kobiety mogą się tu modlić w tałesach (modlitewnych szalach żydowskich), czytać na głos Torę, a co najważniejsze – nie ma tu podziału na płeć. Z tej przestrzeni mogą korzystać Żydzi konserwatywni i liberalni. Drugi punkt mówił o potrzebie utworzenia wspólnego wejścia dla ortodoksów i nieortodoksów do swoich sekcji. Ostatni i równie ważny zobowiązał do stworzenia przez rząd komisji zarządzającej przestrzenią nieortodoksyjną powoływanej z grona przedstawicieli wszystkich nurtów judaizmu. Rząd będzie musiał zapewnić tu zwoje Tory oraz przedmioty rytualne. Był to sukces wszystkich liberalnych środowisk żydowskich, organizacji Women of the Wall (dążącej do równouprawnienia pod względem modlitwy pod Ścianą Płaczu kobiet) oraz Agencji Żydowskiej. Pierwsze dwa uważają Zachodni Mur za dziedzictwo całego judaizmu i mimo że dano im tylko miejsce pod Łukiem Robinsona, to można to uznać za sukces. Z kolei Agencja Żydowska dąży do budowania szerokiego poparcia dla Izraela w całym świecie judaizmu, dlatego w jej interesie również leżało uznanie postulatów Żydów liberalnych i konserwatywnych, którzy w dużej mierze zamieszkują Stany Zjednoczone. Szef Agencji, Natan Sharansky, miał powiedzieć, że „wszyscy oni muszą dojść do wniosku, iż trzeba osiągnąć poważne kompromisy, jeśli chcą pozostawić jeden Mur dla jednego narodu. To miejsce musi jednoczyć nas bardziej niż cokolwiek innego, a zmieniło się w okropną wojnę”. Organizacja Women of the Wall oświadczyła, że dzielenie przestrzeni pod Ścianą Płaczu nie pomaga zażegnać konfliktu, ale zapewniła o otwartości nieortodoksyjnej sekcji na różne nurty judaizmu.

…które zostało zawieszone.

 Pod koniec 2016 r. środowiska amerykańskich Żydów, Women of the Wall i inne liberalne ruchy zaczęły protestować przeciwko opieszałości rządu we wdrażaniu postanowień porozumienia zawartego w styczniu 2016 r. Z kolei środowiska żydowskiej ortodoksji, Rabinat Izraela, koalicyjne partie Szas i Zjednoczony Judaizm Tory ogłosiły, że kwestia wykonania porozumienia powinna być poddana pod głosowanie rady ministrów. Sytuacja zaogniła się jeszcze bardziej, kiedy w czerwcu 2017 r. rząd postanowił zawiesić wykonywanie postanowień porozumienia. Netanjahu stwierdził, że zamrożenie nie powoduje automatycznego odrzucenia dokumentu z 2016 r. Uznał to za możliwość przemyślenia i ponownego przedyskutowania ustalonych punktów przez pryzmat kontrowersji, które zgłosiły środowiska liberalne i ortodoksyjne na przestrzeni roku. Na premiera spadła fala krytyki ze strony liberalnych Żydów z USA. Uznali tę decyzję za wycofanie się ze złożonych obietnic i wymierzony im policzek. Środowiska reformowane odwołały spotkania z Benjaminem Netanjahu jako odwet za umocnienie monopolu ortodoksji w kwestiach religii w Izraelu. Agencja Żydowska wyraziła zaniepokojenie tą decyzją, wskazując, że pogłębia ona podział miedzy krajem a diasporą. Premier zapewniał, że rząd dołoży wszelkich starań, aby „każdy Żyd czuł się w Izraelu jak w domu, włączając Zachodni Mur”. Wstrzymanie działań zbiegło się w czasie z przegłosowaniem ustawy dającej monopol na konwersje w Izraelu Rabinatowi i środowiskom ortodoksyjnym. Amerykańskie środowiska reformowane i konserwatywne podały w wątpliwości stwierdzenie, że Izrael jest domem dla wszystkich Żydów. Rabin Steven Wernick, szef United Synagogue of Conservative Judaism, nazwał rządowe „zamrożenie” zabójstwem, z kolei prezydent Jewish Federations of North America – Jerry Silverman – powiedział, że decyzje w sprawie Ściany Płaczu i konwersji dzielą Żydów w czasach, kiedy potrzebują oni jedności. W pojednawczym tonie wypowiedział się prezydent Reuven Rivlin podczas święta Tisza be-aw. Według niego Ściana Płaczu powinna łączyć, a nie dzielić, w szczególności w tak trudnym momencie w dziejach. Podczas tej samej uroczystości wypowiedział się też Sharansky. Opowiadał, że podczas pobytu w ZSRR, kiedy Żydzi nie mogli wyjechać do Izraela, pocztówki ze zdjęciem Zachodniego Muru były jedynym świadectwem ich dziedzictwa. Na koniec stwierdził, iż „nieważne, czy judaizm to religia lub narodowość, czy Tora to księga historyczna czy kodyfikacja prawa […] ważne, aby Zachodni Mur nie był murem rozpaczy, a murem radości”. Ostatecznie, na fali demonstracji, Netanjahu zawiesił ustawę o konwersjach i zapowiedział powołanie komitetów mających na celu przeprowadzenie ponownych konsultacji w obu kwestiach.

Ortodoksi – problematyczny koalicjant

Partie ortodoksyjne od zawsze były w Izraelu partnerem koalicji rządzących. Już od lat 70. XX w. stronnictwa religijne ciążą coraz bardziej ku prawicy, stając się jednocześnie pożądanym elementem do utworzenia silnej większości rządzącej. W wyborach z 2015 r. Szas i Zjednoczony Judaizm Tory uzyskały łącznie 13 ze miejsc 120 w Knesecie. Izraelski system wyborczy jest tak skonstruowany, że nawet 2-3 mandaty mogą zadecydować o stabilności rządu. Obecna koalicja posiada 67 miejsc w parlamencie. Mimo że rządzący Likud to partia, która w swoim programie na czele nie stawia religii, to Netanjahu musi w swoich decyzjach uwzględniać głos ortodoksyjnych koalicjantów. Jest to jednak często głos kłopotliwy. Ortodoksja od lat dąży do monopolu w kwestach wyznania. Nie akceptuje także nurtu liberalnego (reformowanego) i konserwatywnego. Ten pierwszy uznaje pełną dowolność w przestrzeganiu koszerności, szabatu i modlitwie.

Dlaczego Netanjahu poddaje się presji ortodoksów, mimo że przedstawia się jako dbający o interes wszystkich wyznawców judaizmu?

W nurcie tym kobiety mają takie same prawa jak mężczyźni i mogą nawet zostać rabinem. Judaizm jest tu bardziej formą tożsamości niż religią. Judaizm konserwatywny jest z kolei bardziej restrykcyjny w prawie religijnym i koszerności, jednak akceptuje metody naukowe w badaniu Tory. Opisane wyżej elementy są jednak niedopuszczalne w ortodoksji. Inną kwestią jest również podejście do tożsamości. Partie charedim (ultraortodoksyjne) uznają wyłącznie halachiczną tożsamość żydowską. Według jej definicji Żydem jest osoba posiadająca matkę Żydówkę, a zatem Prawo powrotu z 1950 r. jest tu nieuznawane. Jeśli chodzi o Ścianę Płaczu, wspólna modlitwa jest zakazana, powinien obowiązywać podział na płeć, a kobiety przy modlitwie powinny zachować pełną skromność bez możliwości czytania Tory lub używania tałesu. Dlatego też charedim są tak bardzo niechętni wobec propozycji reformowanych ruchów judaizmu w kwestiach konwersji i kultu religijnego. Dla wielu ortodoksyjnych przedstawicieli Żydzi liberalni i konserwatywni nie są w ogóle Żydami. Takie słowa można usłyszeć nawet z ust ministrów wywodzących się z Szasu i ze Zjednoczonego Judaizmu Tory.

Dlaczego Netanjahu poddaje się presji ortodoksów, mimo że przedstawia się jako dbający o interes wszystkich wyznawców judaizmu? Można to wytłumaczyć chęcią utrzymania prawicowej koalicji. Jest ona zróżnicowana, bo są w niej świeckie partie prawicowe, narodowo-religijne i ortodoksyjne, które nie zawsze się zgadzają, ale są to jednak rządy korzystne dla Netanjahu. Ostatnie sondaże pokazały, że jego Likud nie ma wyraźnej przewagi nad lewicowym Obozem Syjonistycznym czy nawet centrową Jesz Atid. Stawka jest wysoka, ponieważ Benjamin Netanjahu sprawuje urząd premiera Izraela od 2009 r., a wcześniej był nim jeszcze w latach 1996-99. Daje to 11 lat pełnienia tej funkcji. Dłużej, bo 13 lat, rządził tylko Ben Gurion. Likud obecnie próbuje realizować plany obniżenia cen mieszkań i żywności oraz reformy gospodarki i finansów, dlatego nie może sobie pozwolić na kryzys wewnątrz koalicji. Wielu prawicowych komentatorów właśnie tym tłumaczy próbę ugłaskania elektoratu ortodoksyjnego.

Benjamin Netanjahu sprawuje urząd premiera Izraela od 2009 r., a wcześniej był nim jeszcze w latach 1996-99. Daje to 11 lat pełnienia tej funkcji. Dłużej, bo 13 lat, rządził tylko Ben Gurion

Jak długo jednak i jakim kosztem? Jeśli Izrael chce uchodzić za schronienie dla wszystkich Żydów, to musi wystrzegać się tak ryzykownych konfliktów. Tym bardziej że wydarzenia na świecie, paradoksalnie, mogą sprzyjać kadencji Netanjahu: zamachy terrorystyczne, których ofiarami są także Żydzi (na fali ataków we Francji kraj ten opuściło ponad 7 tys. Żydów), rosnące niepokoje wyznawców judaizmu w USA spowodowane wystąpieniami Ku Klux Klanu, nacjonalistów i neonazistów, konflikt na Ukrainie i „exodus” Żydów ukraińskich do Izraela. Są to procesy mogące pomóc wizerunkowi Likudu w następnych wyborach jako partii prawdziwie dbającej o interesy Żydów. Decyzje powodujące kolejne podziały i spory w łonie judaizmu nie sprzyjają relacjom z diasporą, która lobbuje wizerunkowo i finansowo na rzecz Izraela. Kolejne ustępstwa na rzecz ortodoksji niekorzystnie wpływają na wizerunek kraju dbającego o pluralizm religijny. Decyzje charedim zamykają często furtkę Żydom, którzy chcieliby przeprowadzić się do Izraela lub odbyć służbę wojskową w ramach wolontariatu. Wydaje się, że jest to sprzeczne z interesem państwa chcącego powiększać liczbę swoich obywateli m.in. poprzez kolejne imigracje Żydów.

encyklopedia.pwn.pl