2,5 minuty do północy

2,5 minuty do północy

Piotr Piss

- kategorie: Polityka

Na Uniwersytecie w Chicago od 1947 r. znajduje się symboliczny Zegar Zagłady. Pokazuje, jak blisko totalnego zniszczenia jesteśmy. Najbliżej północy, oznaczającej zagładę, wskazówka była w 1953 r., gdy zatrzymała się na godzinie 23:58. Był to czas, kiedy USA i ZSRR przeprowadziły testy broni termojądrowej. Właśnie ten moment upamiętnił zespół Iron Maiden w swoim utworze „Two minutes to midnight”.

Rok temu, w styczniu 2017 r., naukowcy z Chicago przesunęli wskazówka zegara na godzinę 23:57:30 – dwie i pół minuty do północy. To drugi w historii czas najbliższy zagładzie. W którą stronę przesunęły tę wskazówkę wydarzenia zeszłego roku?

Szachy Kim Dzong Una

Bez wątpienia obecnie jednym z głównych zagrożeń dla bezpieczeństwa na świecie są próby atomowe oraz testy rakiet balistycznych w Korei Północnej. We wrześniu 2017 r. odbyła się szósta już próba jądrowa Koreańczyków, tym razem z użyciem broni wodorowej. Po tym teście Rada Bezpieczeństwa ONZ jednomyślnie nałożyła dodatkowe sankcje na Pjongjang, wprowadzając limit dostaw ropy naftowej, embargo na dostawy gazu oraz zakaz importu północnokoreańskich wyrobów tekstylnych. Była to dziewiąta rezolucja RB ONZ w sprawie koreańskich testów nuklearnych od 2006 r.

W listopadzie na tournée po Azji udał się Donald Trump. W trakcie swojej podróży odwiedził Koreę Południową, Japonię, Wietnam, Chiny oraz Filipiny. Na szczęście nie spowodowało to dalszej eskalacji wydarzeń, mimo dość agresywnej retoryki zarówno ze strony USA, jak i Korei Północnej. Co więcej, pojawiły się wręcz symptomy poprawy sytuacji. W styczniu 2018 r. po raz pierwszy od dwóch lat doszło do rozmów pomiędzy Koreą Północną a Południową. Głównym tematem był udział Koreańczyków z Północy w Igrzyskach Olimpijskich w Pjongczangu (Korea Płd.). Wznowiono także działanie specjalnej linii łączności pomiędzy tymi państwami.

Rozmowy te prawdopodobnie nie przyniosą żadnych większych zmian. Poprawiające się relacje bez wątpienia uspokoiły jednak nastroje na świecie, gdyż ryzyko konfliktu pomiędzy tymi dwoma krajami może łatwo doprowadzić do wojny nuklearnej. Kim Dzong Un musi rozgrywać swoją partię szachową ostrożnie, z jednej strony pokazując siłę, a zarazem nie prowokując, aby nie zostać zepchniętym do narożnika.

Na Półwyspie Koreańskim ścierają się wpływy dwóch obozów: USA i Japonii z jednej strony oraz Chin wraz z Rosją z drugiej. Bez wątpienia będzie to wciąż jedna z aren wielkiej światowej polityki.

Bliski Wschód: Katar, Kurdystan i Jerozolima

Sytuacja na Bliskim Wschodzie w zeszłym roku nie zmieniła się na lepsze. Niestety, to już codzienność tego regionu: ludzie wciąż giną setkami, zamachy terrorystyczne nie ustają. Dzieje się to jednak już z dala od telewizyjnych kamer, dla których śmierć setek osób w Egipcie czy Syrii spowszedniała. W zeszłym roku doszło do kilku wydarzeń, które sprawiły, że światowe media ponownie zwróciły uwagę  problemy Bliskiego Wschodu.

5 czerwca 2017 r. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn, Jemen, Egipt i Malediwy ogłosiły zerwanie stosunków dyplomatycznych z Katarem. Saudowie zamknęli granicę lądową (jedyne połączenie Kataru z resztą półwyspu), zawieszono połączenia lotnicze. Jako powód koalicja państw podawała wspieranie terroryzmu przez Katar i podsycanie konfliktów na Bliskim Wschodzie. W rzeczywistości jednak problemem jest prowadzenie przez Katar polityki proirańskiej, wspieranie Bractwa Muzułmańskiego i działalność katarskiej stacji Al-Jazeera, która prowadziła propagandę wymierzoną przeciwko Saudom i ZEA. A trzeba pamiętać, że jest to telewizja bardzo wpływowa i działająca na całym świecie.

Państwa arabskie wystosowały do Kataru listę 13 żądań, w tym m.in. likwidację Al-Jazeery, rozluźnienie relacji z Iranem czy zamknięcie tureckiej bazy wojskowej. To ultimatum zostało ostatecznie odrzucone, a blokada dalej trwa.

Szczęśliwie, nie nastąpiła dalsza eskalacja konfliktu. Nie bez znaczenia było w tym wypadku to, że USA nie zajęły jednoznacznego stanowiska, mając interesy i wspierając zarówno Arabię Saudyjską, jak i Katar. Konflikt pozostał jednak nierozstrzygnięty, ale wątpliwe jest, by w jego rozwiązaniu użyto siły.

Referendum w irackim Kurdystanie

We wrześniu odbyło się referendum w tym regionie, podczas którego zadano pytanie: „Czy chcesz, aby region Kurdystanu i obszar Kurdystanu poza administracją regionu stał się niezależnym państwem?”. Niespodzianki nie było, ponad 90% uprawnionych głosowało za niepodległością.

Głosowanie było bacznie obserwowane m.in. w Turcji, gdzie Kurdowie walczą o swoją niepodległość, a prezydent kraju Recep Tayyip Erdoğan wprost łączył je z działaniem Mosadu. Rząd iracki natomiast uznał je za nielegalne i w krótkiej akcji zbrojnej zajął miasto Kirkuk, przejmując je z rąk bojowników kurdyjskich.

Przeniesienie ambasady USA do Jerozolimy

W grudniu 2017 r. Donald Trump podjął decyzję o przeniesieniu ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy. Podkreślano, że decyzja ta jest tyko uznaniem stanu rzeczywistego, wskazując, że właśnie to miasto jest faktyczną stolicą Izraela (tam znajduje się siedziba parlamentu i prezydenta). Trump spełnił tym samym swoją obietnicę z kampanii wyborczej, ale trzeba zauważyć, że nie była to decyzja wyłącznie jego administracji. Odpowiednia ustawa została przyjęta przez Kongres już w 1995 r., jednak kolejni prezydenci odraczali wprowadzenie jej w życie (co pół roku), tłumacząc się „interesami bezpieczeństwa narodowego”. Głównym powodem było w tym wypadku unikanie eskalacji konfliktu palestyńsko-izraelskiego.

Dr Jarosław Jarząbek i dr Marcin Szydzisz z Uniwersytetu Wrocławskiego podczas spotkania we wrocławskim Regionalnym Ośrodku Debaty Międzynarodowej stwierdzili zgodnie, że była to decyzja nakierowana na elektorat w USA. Spotkała się ona z życzliwym przyjęciem zarówno wśród amerykańskich wyborców, jak i polityków – popierał ją m.in. senator Bernie Sanders. Wydaje się jednak, że reszta świata nie pójdzie w ślady USA i swoich ambasad z Tel Awiwu nie przeniesie. Niezależnie od ustaleń reszty świata izraelskie prawo uznaje Jerozolimę za stolicę, co wynika z zapisów ustawy z 1980 r. I tak, prawo mówi, że: „Jerozolima, cała i zjednoczona, jest stolicą Izraela” oraz że „jest siedzibą Prezydenta Państwa, Knesetu, Rządu oraz Sądu Najwyższego”.

Decyzja Trumpa spotkała się z krytyką m.in. ze strony Ligi Arabskiej. Choć do tej pory ruch Waszyngtonu nie doprowadził do poważniejszych reperkusji w postaci kolejnej Intifady, zamachów terrorystycznych czy akcji odwetowych, to trzeba się zastanowić, co stanie się, gdy ambasada rozpocznie już pracę w nowej siedzibie. Z pewnością konieczne będzie jeszcze ściślejsze chronienie budynku i pracujących w nim dyplomatów, jednak wydaje się, że decyzja ta nie rozpali na nowo konfliktu izraelsko-palestyńskiego.

Europa: poszerzenie NATO

Podczas szczytu NATO w Brukseli 25 maja 2017 r. Sojusz powiększył się o kolejny kraj – 29. członkiem Paktu została Czarnogóra. To małe państwo zamieszkałe przez 620 000 mieszkańców i posiadające raptem nieco ponad 2000 żołnierzy i 5 okrętów nie zwiększy siły militarnej NATO. Jest jednak ważne z innego powodu: posiada porty w Kotorze i Barze. Dzięki akcesji Czarnogóry, Sojusz posiada obecnie wyłączną kontrolę nad Morzem Adriatyckim.

Rosja wciąż będzie się starała wpływać na politykę Czarnogóry. Zwłaszcza, że duża część społeczeństwa (ok. 40%) jest przeciwko członkostwu w Sojuszu

Wejściu Czarnogóry do NATO bardzo mocno sprzeciwiała się Rosja, gdyż Bałkany to tradycyjna strefa wpływów Moskwy, w której właśnie utraciła kolejnego potencjalnego partnera. To strata tym większa, że Rosji zależało na posiadaniu życzliwych portów umożliwiających wyjście na Morze Śródziemne. Stąd też nie dziwi ostra retoryka rosyjskich polityków. Jeszcze przed akcesją,szef komisji spraw zagranicznych rosyjskiej Dumy Aleksiej Puszkow stwierdził: „dla Rosji Czarnogóra jest teraz potencjalnym zagrożeniem bezpieczeństwa”. Siergiej Ławrow z kolei zwrócił uwagę, że jest to nowy przejaw ekspansji NATO, co narusza interesy Rosji i zmusza Moskwę do reakcji.

Rosja wciąż będzie się starała wpływać na politykę Czarnogóry. Zwłaszcza, że duża część społeczeństwa (ok. 40%) jest przeciwko członkostwu w Sojuszu. Sprawy nie ułatwia też historia. Jeszcze w 1999 r. lotnictwo NATO w ramach operacji Allied Force bombardowało cele w Podgoricy, co wciąż pamięta część mieszkańców. Sytuacja wewnętrzna Czarnogóry jest skomplikowana tym bardziej, że w państwie wciąż istnieje wysoki stopień korupcji i przestępczości oraz łamane są prawa demokratyczne. Jak mawia czarnogórska opozycja, „kraj jest rządzony jak udzielne księstwo, przez tę samą polityczną elitę od 20 lat”.

Z punktu widzenia NATO (a zarazem Polski) jest to jednak z pewnością pozytywne wydarzenie. Sojusz pokazał, że wciąż prowadzi politykę otwartych drzwi (zwłaszcza w kontekście Finlandii i Szwecji) i zyskał sojusznika, dzięki któremu kontroluje całe wybrzeże Adriatyku. Pozwoliło to też osłabić Rosję, która utraciła potencjalny partnerski kraj na Bałkanach.

Manewry Zapad 2017

Między 14 a 20 września na terenie Białorusi odbyły się wojskowe manewry Zapad 2017 (Zachód 2017). Są to cykliczne ćwiczenia odbywające się co dwa lata na przemian w Rosji i Białorusi. Jest to też część głównych manewrów rosyjskich, które odbywają się na ważnych kierunkach strategicznych (co roku na innym).

Według oficjalnych danych wzięło w nich udział 12 700 żołnierzy (7 200 białoruskich oraz 5 500 rosyjskich), 200 czołgów, 200 jednostek artylerii, 70 samolotów i helikopterów, 10 okrętów oraz 220 innych jednostek.

Według scenariusza Białoruś i Rosja zostają zaatakowana przez trzy fikcyjne państwa: Besbarię, Lubenię i Wejsznorię. To ostatnie mieści się na terenie północno-zachodniej Białorusi i właśnie z niego przedostają się na teren Białorusi i Obwodu Kaliningradzkiego grupy ekstremistyczne, które destabilizują sytuację i przeprowadzają zamachy terrorystyczne. Manewry składały się z dwóch etapów: w pierwszym (trwającym trzy dni) następuje izolacja obszarów zajętych przez wrogie siły, natomiast w drugim (cztery doby) wypiera się przeciwnika z opanowanych przez niego terytoriów.

Marynarka doskonaliła też zwalczanie okrętów Sojuszu w Basenie Gotlandzkim, a w okręgu pskowskim w pobliżu granicy z Estonią przeprowadzono manewry dla ok. 10 000 żołnierzy

Ćwiczenia wykraczały jednak poza opisywany scenariusz i wzięło w nich udział więcej personelu i żołnierzy, niż zapowiadano – jak jednak tłumaczą Rosjanie, nie podczas Zapadu, ale w innych, równoległych szkoleniach. W tym kontekście podaje się liczbę ponad 100 000 osób, a według informacji niemieckiego dziennika „Bild” ćwiczono m.in. działanie lotnictwa nad Morzem Bałtyckim, praktykując naloty na państwa NATO. Marynarka doskonaliła też zwalczanie okrętów Sojuszu w Basenie Gotlandzkim, a w okręgu pskowskim w pobliżu granicy z Estonią przeprowadzono manewry dla ok. 10 000 żołnierzy. Ćwiczono praktycznie w całym zachodnim okręgu wojskowym i w części okręgu południowo-zachodniego. Potwierdził to sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg po spotkaniu Rady NATO-Rosja 26 października: „Dzisiaj wymieniliśmy informacje o ostatnich ćwiczeniach. Sojusznicy wyraźnie stwierdzili, że skala i zakres geograficzny ćwiczeń Zapad 2017 znacznie przekroczyły to, co Rosja wcześniej zapowiadała”.

Wojna informacyjna

Same manewry Zapad 2017 były też częścią wojny informacyjnej pomiędzy NATO a Rosją. Ćwiczenia te na szczęście nie zostały zbagatelizowane przez zachodnich sojuszników. Nawet jeśli często były one demonizowane (patrząc z dzisiejszej perspektywy) poprzez twierdzenia, że może to być początek agresji na kraje bałtyckie bądź wstęp do zajęcia Białorusi, okazało się, że nic takiego nie miało miejsca. Moskwa obecnie może mówić „tak się baliście ataku, a my, miłując pokój naród, tylko ćwiczymy”. Należy jednak wziąć pod wagę długofalową politykę Federacji Rosyjskiej. Obecnie koniunktura polityczna nie sprzyja Rosji i jej agresywniejszym działaniom; NATO się jednoczy, wzmocniono wschodnią flankę, zwraca się dokładną uwagę na każde posunięcie Putina. Dlatego też będzie on chciał przeczekać ten okres, skupiając się na wygraniu w 2018 r. wyborów prezydenckiech. A co do tego, że zostanie wybrany na kolejną kadencję, nie ma żadnych wątpliwości.

Świetnym przykładem wojny informacyjnej był film udostępniony przez oficjalny profil NATO w mediach społecznościowych. Opowiadał on o walkach „braci leśnych”, partyzantów w krajach bałtyckich walczących przeciwko sowieckiej okupacji. Jego publikacja spotkała się wręcz z histeryczną reakcją Rosji: „Jest to jeszcze jedna haniebna próba przepisania na nowo historii, wychwalania haniebnych byłych żołnierzy SS i nacjonalistów z korzyścią dla dzisiejszej interpretacji politycznej. NATO proponuje jeszcze jedną praktyczną instrukcję wzniecania nietolerancji i wojowniczości w ich najpełniejszej postaci” oświadczył przedstawiciel stałego przedstawicielstwa Federacji Rosyjskiej w NATO. „Film NATO o leśnych braciach, którzy zabijają naszych żołnierzy, potwierdza, że pod postacią NATO kryją się spadkobiercy hitlerowskich niedobitków” – tak z kolei komentował sprawę na Twitterze wicepremier Rosji Dmitrij Rogozin.

Te komentarze świetnie oddają stan umysłu Rosji: Stalin i wysiłek radziecki (w końcu w Armii Czerwonej walczyli nie tylko Rosjanie) uratowały świat przed demonem, jakim był Hitler i nazizm. Co do tego zgoda, bez udziału ZSRR nie wiadomo, jak potoczyłaby się historia. Jednak to, że przy okazji Sowieci zajęli Polskę (ramię w ramię ze „złymi nazistami”), kraje bałtyckie, walczyli z Finlandią i zsyłali ludzi na Sybir – tego już nie można pamiętać, to jest nieistotne. W końcu II wojna światowa, a właściwie to Wielka Wojna Ojczyźniana, rozpoczęła się 22 czerwca 1941 r.

Te komentarze świetnie oddają stan umysłu Rosji: Stalin i wysiłek radziecki (w końcu w Armii Czerwonej walczyli nie tylko Rosjanie) uratowały świat przed demonem, jakim był Hitler i nazizm

Dlatego z perspektywy rosyjskiej niezwykle ważne jest podkreślanie swojej roli „zbawcy” Europy i jedynego zwycięscy nad faszyzmem. To ostatnie słowo jest także nagminnie używane do określenia wszelkich wrogów Rosji. Zmiana myślenia na Zachodzie i przypominanie o komunistycznych zbrodniach chwieje tym mitem. Stąd Rosjanie histerycznie reagują na „fałszowanie”(z ich perspektywy) historii. Warto zatem przypomnieć, co na temat historii własnego kraju mówił Wiktor Suworow: „To, że Hitler był ludożercą, nie oznacza, że Stalin był wegetarianinem”.

Ciekawostki z techniki wojskowej

Wiele stron zajęłoby opisanie wszystkich wielkich zakupów wojskowych, wytworzonego sprzętu czy testów broni, jakie miały miejsce w 2017 r. Kilka z nich jest jednak szczególnie wartych uwagi.

W kwietniu na pozycje Państwa Islamskiego w Afganistanie zrzucono bombę GBU-43/B MOAB (Massive Ordnance Air Blast lub potocznie Mother of All Bombs). Było to jej pierwsze bojowe użycie, co istotne o tyle, że jest to druga najpotężniejsza konwencjonalna bomba w arsenale USA. Jej siła to 11 ton TNT, a koszt wynosi ok. 16 mln dolarów. USA posiada obecnie około 15 takich bomb, a decyzja o użyciu jej w Afganistanie była demonstracją siły militarnej USA.

Zeszły rok był też czasem wodowania lotniskowców. W kwietniu po raz pierwszy w morze wypłynął amerykański okręt nowej generacji USS Gerald R. Ford, który rozpoczyna nową erę lotniskowców w USA. Miesiąc później swoje morskie próby rozpoczął brytyjski HMS Queen Elizabeth, najnowszy europejski okręt, który powinien wejść do służby w 2018 r. Z kolei w grudniu zeszłego roku nastąpiło wodowanie HMS Prince of Wales, drugiego lotniskowca tej samej klasy.

Również w Chinach działo się sporo. Zwodowano lotniskowiec Shandong, drugi tego typu chiński okręt, jednak pierwszy wyprodukowany w tym kraju. Pierwszym okrętem tej klasy jest Liaoning, który w służbie pozostaje od 2012 r., jednak jest to dokończony i zmodernizowany lotniskowiec radziecki. Oficjalne kanały medialne poinformowały także, że do służby wszedł samolot J-20, który wykonano w technologii o obniżonej wykrywalności (stealth). Bez wątpienia Chiny wciąż gonią technologicznie armię USA i mimo że wciąż różnica potencjałów jest ogromna, to powoli militarny układ sił na świecie zaczyna się zmieniać.

Bliżej północy

Pod koniec stycznia naukowcy z Uniwersytetu w Chicago znów stanęli Zegarze Zagłady i chwycili za jego wskazówki, by podsumować rok 2017. Zdecydowali, że zbliżyliśmy się do północy o symboliczne 30 sekund, osiągając stan z 1953 r. Ich zdaniem problemy z zeszłego roku nie zostały rozwiązane, a częściowo dalej się nawarstwiają. Możemy sobie jedynie życzyć, aby w przyszłym roku, przy tworzeniu podobnego podsumowania, okazało się, że część problemów i wyzwań współczesności znalazła swoje rozwiązanie, a świat stał się mimo wszystko bezpieczniejszym miejscem.

 

 

 

www.youtube.com