Opozycji na Kubie nie ma. Istnieją jedynie odmienne poglądy

Opozycji na Kubie nie ma. Istnieją jedynie odmienne poglądy

- kategorie: wywiady

Niedawno w redakcji Uniwersal.info mieliśmy przyjemność gościć Ambasadora Kuby w Polsce pana Juana Castro Martíneza. O Kubie w polskich mediach nie mówi się zbyt wiele, a jeśli już, to praktycznie zawsze z pozycji antycastryzmu. Z pewnością lepsze to, niż zdarzające się dziennikarzom określanie więzienia w Guantanamo „kubańskim więzieniem”, co ma tyle wspólnego z rzeczywistością, co „polskie obozy koncentracyjne”. Niezależnie czy oddając głos drugiej stronie, dowiemy się czegoś nowego, czy usłyszymy tylko okrągłe zdania rodem z propagandowej broszury – warto rozmawiać. Zdanie przeciwników braci Castro już znacie. Teraz przeczytajcie, co ma do powiedzenia ich najważniejszy przedstawiciel w Polsce.

Syndrom oblężonej twierdzy czy też słowa prawdy płynące z małej wyspy zagrożonej agresją wielkiego imperium? Bojowniczka o wolność czy finansowany przez Zachód pajac? System wybrany przez Kubańczyków czy narzucona odgórnie tyrania? Oceńcie sami.

Jak wygląda aktualna sytuacja polityczna na Kubie?

Juan Castro Martínez: Aby rozmawiać o obecnej sytuacji politycznej musimy się nieco cofnąć. Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że socjalizm był naszym wyborem – nie został on zaprowadzony na Kubę ani przez Sowietów, ani przez przyjaciół Sowietów. Tymi, których rewolucja na Kubie zaskoczyła najbardziej, byli właśnie Rosjanie. Jest to wynik historycznego procesu rewolucyjnego, którego głównym celem i założeniem były niepodległość, suwerenność i wolność Kuby. Procesu, który rozpoczął się już 10 października 1868 r. tzw. wojną 10-letnią przeciw Hiszpanii. Od tego wydarzenia do zwycięstwa rewolucji kubańskiej w 1959 r. na Kubie mieliśmy do czynienia z serią tyranii i dyktatur. Dlatego pierwsze, co postanowiliśmy po 1959 r., to skończyć z dyktatorami i stworzyć nasz własny system – nie skopiowany od USA lub kogoś innego, lecz własny. Od tego momentu zaczyna się dla nas etap stałej walki. Nasz program rozwoju gospodarczego wykorzystuje doświadczenia innych, jednak jego korzenie znajdują się w naszym kraju. Jego celem jest umocnienie systemu politycznego na Kubie i jako zasadę przyjmuje on dokonywanie wszelkich potrzebnych zmian, jednak bez żadnego uszczerbku dla projektu rewolucji kubańskiej. Ludność kubańska w większości popiera ten plan polityczny, bo gdyby tego wsparcia nie było, nie utrzymał by się on. W 1960 r. USA wprowadziły blokadę ekonomiczną Kuby, która znacznie ogranicza nasz rozwój gospodarczy. Stale walczymy o jej zniesienie, o prawo do samodzielnego rozwoju Kuby, ale równocześnie stale wyciągamy rękę, aby normalizować stosunki z USA. Oni jednak nie chcą tej ręki podjąć, gdyż ich głównym celem jest obalenie rewolucji kubańskiej przy pomocy dywersji. Ale my na to nie pozwolimy, ponieważ mamy doświadczenie i umiemy się bronić. Stale udoskonalamy system prawny i ustawodawstwo na Kubie. Robimy to powoli, żeby zminimalizować błędy oraz aby mieć możliwość poprawy, i bez nacisku kogokolwiek, a tym bardziej USA. Nie zgadzamy, żeby Stany Zjednoczone nawet w najmniejszym stopniu naruszały naszą niezawisłość. Możemy rozmawiać, ale jak równy z równym, bez stawiania żadnych żądań z jednej bądź drugiej strony. A co oni mówią? Że nie mogą usunąć blokady, póki na Kubie nie będzie demokracji, przestrzegania praw człowieka i tu następuje jeszcze cała lista żądań powtarzana od 1959 r. A na Kubie żaden z tych problemów nie istnieje! I to właśnie określa obecną sytuację Kuby, także na płaszczyźnie ekonomicznej. Na Kubie nie zobaczycie ani jednego dziecka cierpiącego głód. Wszyscy mają prawo do wykształcenia uniwersyteckiego, nawet ludzie starzy. Dziesiątki naszych zdolnych lekarzy pracują zagranicą. Współczynnik umieralności niemowląt wynosi u nas 4,7 na 1000 urodzeń i jest niższy niż w wielu krajach europejskich (w tym w Polsce, ale także m.in. w USA – przyp. red.). Oczywiście, także popełniamy błędy, ale to są nasze błędy, do których mamy prawo.

Mówi pan, że 1959 r. Kubańczycy sami wybrali socjalizm, ale czy jest to także ich wyborem obecnie? A jeśli jest to nawet decyzją większości, to co z prawami mniejszości, która się z tym wyborem nie zgadza?

Na początku zaznaczę, że socjalistyczny charakter rewolucji na Kubie Fidel Castro proklamował w 1961 r., na pogrzebie osób poległych w bombardowaniu poprzedzającym atak na Zatokę Świń. Proklamował go w obliczu groźby, która kilka dni później się spełniła. Większość Kubańczyków popiera rewolucję. Gdyby nie popierała jej większość, to rewolucji by nie było. Mówi pan o mniejszości – jakiej mniejszości?! Czy ma pan na myśli tych, którzy nie są zgodni z rewolucją? Oni żyją na Kubie, pracują tam, korzystają z naszego systemu edukacyjnego i opieki zdrowotnej i mają prawo wyrażania swoich poglądów. Proszę bardzo, mogą to robić bez przeszkód!

Między 14 a 18 marca br. w Polsce gościła Berta Soler, liderka ruchu Damas de Blanco (Kobiety w bieli), co związane było z 10. rocznicą „czarnej wiosny” – masowych aresztowań opozycji kubańskiej. W wielu mediach przypominano z tej okazji o dobrze znanym w Polsce fakcie, że co najmniej 80 osób na Kubie przebywa w więzieniach jako więźniowie sumienia. Czy spotkał się pan z Bertą Soler?

Represje na Kubie to bardzo popularny temat w mediach. Pan tego nie pamięta, ale zaraz po zwycięstwie rewolucji, kiedy media nie były jeszcze tak rozwinięte jak teraz, mówiono, że kubańskie dzieci zabierano od rodziców i wysyłano do ZSRR. Tam puszkowano je w konserwy i przesyłano do nas, a my mieliśmy je zjadać. Dziś kampania medialna jest nieco bardziej wyrafinowana, przemyślana. Oni chcą swoimi działaniami za wszelką cenę stworzyć opozycję na Kubie. Opozycję, której nie ma. Istnieją jedynie odmienne poglądy, ale to nie opozycja. 
Berta Soler nie jest żadnym przywódcą. Jej podróż po krajach Europy to kampania dywersyjna przeciwko Kubie. Pojawia się w różnych miejscach, aby mówić te bzdury, które głosiła też w Polsce. Wszyscy mówią tak dużo o „Kobietach w bieli”, a czy słyszeliście na przykład o „Matkach z Plaza de Mayo” (Madres de Plaza de Mayo – przyp. red.)? To kobiety, które za czasów dyktatury Batisty w Argentynie zorganizowały się w spontaniczny ruch, domagając się informacji o członkach swoich rodzin, synach, mężach, którzy zniknęli w nieznanych okolicznościach. Dlaczego o tym ruchu nie słyszeliście, a o „Kobietach w bieli” na Kubie już tak?
Czy ktoś spytał tej Berty Soler, kto jej zapłacił za bilet, aby jeździła po Europie? Kto jej dał na jedzenie i pobyt? Czy ktoś spytał, z czego ona żyje na Kubie, skąd ma pieniądze? Odpowiem panu: Berta Soler ma setki milionów dolarów od USA na przeprowadzanie antykubańskiej dywersji na rozmaite sposoby. Więźniowie polityczni to wymysł, o którym słyszymy już od 50 lat i śmiejemy się w twarz tym, którzy o tym mówią. Sądzicie, że naprawdę możemy być tak głupi, żeby torturować ludzi? Ta pani może mówić, co chce, ale my mamy prawo do obrony rewolucji kubańskiej. To plan bezczelnych Amerykanów, żeby po świecie jeździł jakiś pajac, który chce niszczyć rewolucję. Niech oni lepiej powiedzą, ile pieniędzy dają na tę operację. Oni uważają, że to, co robimy na Kubie, jest znakiem naszej słabości – dajemy ziemię chłopom, pozwalamy na tworzenie małych przedsiębiorstw, zmieniamy prawo migracyjne. Ale wręcz przeciwnie – to właśnie znak naszej siły.

Rzeczywiście, zmieniły się kubańskie przepisy dotyczące wyjazdów zagranicznych – nie jest już potrzebne pozwolenie na wyjazd,  tzw. carta blanca, ale równocześnie wzrosła opłata za paszport z 50 do 100 peseos. A paszport oczywiście nadal jest do podróży potrzebny i o tym, czy zostanie on wydany obywatelowi Kuby, wciąż decydują władze.

Za każdym razem, gdy myśli się o Kubie, trzeba spojrzeć na historię. Ustawa migracyjna zawsze była zagadnieniem związanym z bezpieczeństwem narodowym Kuby z uwagi na położenie naszego kraju w pobliżu Stanów Zjednoczonych i na 1,5 mln Kubańczyków w USA. Emigracja na Florydę miała trzy fale: zaraz po rewolucji kubańskiej kraj opuszczali rozmaici przestępcy i mordercy, później była fala pośrednia i w końcu ostatnia z nich – emigrujący ze względów ekonomicznych. Podkreślam jednak: ekonomicznych, ale nie politycznych! Nasz kraj od zawsze był celem terrorystycznej i antyrewolucyjnej działalności Kubańczyków operujących z USA, którzy nie byli nawet ścigani przez amerykańskie władze. Zajmowali się przemytem broni, dokonywali zamachów na Kubie po czym ukrywali się w USA, a Waszyngton nic z tym nie robił. Ustawa o migracji daje nowe możliwości i dostosowuje nasze przepisy norm międzynarodowych, jednak jest to kwestia istotna dla kubańskiego bezpieczeństwa, zatem kubański obywatel może domagać się paszportu, ale niektóre osoby mogą spotkać się z odmową. Kuby nie należy oceniać tak jak każdego innego kraju na świecie. W każdej chwili możemy spotkać się z napaścią w sensie politycznych, a gospodarczo jesteśmy napadani cały czas poprzez amerykańską blokadę ekonomiczną, dlatego każdy nasz ruch musi być przemyślany. 
Jeśli pięciu Kubańczyków wsiądzie na łódkę i popłynie nielegalnie do USA, to prawo amerykańskie faworyzuje ich i po roku mają już pozwolenie na pobyt. Ale jeśli taką samą łódką przypłyną na przykład Haitańczycy, to już na brzegu czeka na nich 20 strażników granicznych. Tysiące ludzi corocznie przekracza nielegalnie granicę USA – Salwadorczycy, Gwatemalczycy, Nikaraguańczycy i o nich się nic nie mówi, ale jeśli tylko przybędzie Kubańczyk, to czekają na niego reporterzy, kamery, zdjęcia: „Ojej, biedny człowiek, represje, jaki dramat! Przypłynął z reżimu Castro, od komunistów”. Ale my znamy prawdziwą historię i dlatego się nie obawiamy takich informacji.

5 marca to bardzo znamienita data w historii, a od tego roku nawet jeszcze bardziej znacząca. Dokładnie 60 lat po śmierci Stalina zmarł w Caracas Hugo Chávez. W Wenezueli odbyły się wybory prezydenckie, w których startował namaszczony przez Cháveza Nicolás Maduro i opozycyjny kandydat z polskimi korzeniami Henrique Capriles Radonski. Wenezuelska ropa naftowa sprzedawana po preferencyjnych cenach pokrywa ok. 2/3 zapotrzebowania Kuby. Co stanie się jeśli kiedyś władze w Caracas odetną ten kurek z tanią ropą?

Hugo Chávez ostatnie chwile życia spędził w Hawanie i jego śmierć wywołała na Kubie ogromny smutek. Najważniejsze nie jest to, czy wysyłał nam więcej ropy czy mniej – gdybyśmy to tak rozpatrywali, bylibyśmy tchórzami. Ale my tchórzami nie jesteśmy i na pierwszym miejscu stawiamy człowieka z jego ideami, które sami podzielamy. Straciliśmy Hugo Cháveza i to jest najważniejsze. Wiemy, że sporo myśli się teraz o tym, co stanie się na Kubie. Nic się stanie. Będziemy dalej iść do przodu, mając jednak w pamięci tę bolesną datę i myśląc o biednej Wenezueli. Capriles to kandydat bogatych i burżuazji. Wenezuelczycy w szybkim tempie uzyskali świadomość polityczną, ale to nie jest świadomość Caprilesa, człowieka burżuazji. Ta świadomość jest wśród biednych. Po śmierci Cháveza masowo wychodzili oni na ulice, a w Caracas przez wiele dni trwała żałoba. Hugo Chávez zawsze był wielkim przyjacielem Kuby, wierzącym chrześcijaninem, a przy tym rewolucjonistą antyimperialistycznym. My nie myślimy o jego ropie – to inni o niej rozmyślają, martwią się za nas. Dla nas nie ma powodów do niepokoju.

Niedawno wybrano na papieża pierwszego w dziejach Latynosa. We współczesnej historii Kuby relacje z Kościołem układały się różnie – do 1992 r. kraj oficjalnie był ogłoszony ateistycznym i Kościół był prześladowany. Potem nastąpiła wizyta Jana Pawła II w 1998 r., która zaowocowała odrodzeniem Kościoła, zaś w zeszłym roku wyspę odwiedził Benedykt XVI. Jak wybór Franciszka na papieża wpłynie na relacje Kuby z Kościołem lokalnym i z Watykanem oraz na sytuację katolików na Kubie?

Na Kubie, w przeciwieństwie do innych krajów latynoskich, nigdy w historii Kościół katolicki nie był silny wśród ludności. Przyszedł on na Kubę wraz z hiszpańskimi kolonizatorami, którzy zdziesiątkowali rdzenną ludność, a równocześnie zaczęli sprowadzać niewolników, którzy przywieźli ze sobą afrykańskie religie synkretyczne. Uczyłem się 6 lat w prywatnej szkole katolickiej i nigdy nie widziałem tam żadnych Murzynów – sami biali uczniowie. No, może był jeden czarnoskóry dlatego, że dostał stypendium. Ja byłem tam, bo rodzice mieli pieniądze. Co to oznacza? Kościół katolicki był dla bogatych, na wsi nie było kościołów. Wielu katolików uczestniczyło w rewolucji kubańskiej i kiedy ona ostatecznie zwyciężyła doszło do starcia między rewolucjonistami a częścią Kościoła katolickiego, która zwróciła się przeciw władzy, dała się wciągnąć amerykańskiej dywersji. Kościół nigdy nie był jednak prześladowany, zawsze była wolność religijna. Oczywiście, w różnych okresach zdarzały się rozmaite skrajne postawy i na przykład kiedyś wierzący nie mogli wstępować do partii komunistycznej, lecz teraz już mogą to uczynić. 
W czasie wizyty Jana Pawła II stworzono wizję, że jego pobyt zmieni Kubę, zakończy rewolucję. Okazało się jednak, że on ją nawet wzmocnił. Na Placu Rewolucji w Hawanie odbyła się msza święta, zebrało się ponad milion ludzi i do niczego nie doszło, nic się wydarzyło. Papież odkrył dzięki temu jaka jest rzeczywistość na Kubie. To było wielkie i pozytywne wydarzenie. Co do wyboru Franciszka, to jesteśmy zadowoleni i mam nadzieję, że kiedyś nas odwiedzi. Zgadzam się z jego deklaracją, że Kościół powinien być ubogi dla ubogich.

Wielu z nas, młodym ludziom, studentom, Kuba kojarzy z wymarzonym miejscem na spędzenie wakacji – piękne plaże, ciepłe morze, bogata kultura i żywiołowa latynoska atmosfera. Czy jednak oprócz wypoczynku, Kuba ma też nam do zaoferowania szanse edukacyjne, chociażby dla studentów medycyny, która na Kubie stoi na światowym poziomie?

W Hawanie istnieje prestiżowa Latynoamerykańska Szkoła Medycyny, do której przyjmujemy obcokrajowców z innych krajów regionu, a nawet z USA. Inną wartą polecenia inicjatywą, organizowaną co roku przez Kubański Instytut Przyjaźni z Narodami, jest Międzynarodowa Brygada Europejska. Młodzi ludzie, tacy jak wy, mogą uczestniczyć w wakacyjnym wyjeździe, który jest bardzo tani – można to określić jako „turystyka biednych”. Wokół Hawany są rozmieszczone obozy międzynarodowe, w których zakwaterowani są uczestnicy Brygad. To specyficzni turyści, którzy mają zapewnione ciągłe aktywności w ramach tego pobytu. Pomagają miejscowym rolnikom – pracują w polu, zbierają ziemniaki, uczestniczą w rozmowach, wykładach, konferencjach na temat polityki międzynarodowej czy historii rewolucji, zwiedzają miejsca historyczne. No i są też oczywiście wyjścia na plażę. To nie jest klasyczna turystyka – jest ścisły plan, program. Miejscem pobytu jest obóz, nie hotel. Taki wyjazd daje jednak szansę na nawiązanie relacji przyjaźni i braterstwa z młodymi ludźmi m.in. z Czech, Hiszpanii czy Anglii i na bliższe zapoznanie się z Kubą – nauka, praca, odpoczynek.

Na zakończenie dwa krótkie, tradycyjne pytania: czy lubi pan cygara?

Sam nie palę, lecz bardzo lubię czasem cygaro powąchać.

A jak się czuje obecnie Fidel Castro?

Ja sam wiem tylko to, co wszyscy inni Kubańczycy. Fidela Castro próbowano zabić ok. 500 razy, istnieją dokumenty na ten temat. Dziś ma on ponad 85 lat. Niedawno gazety podały jednak, że pojawił się w lokalu i wyborczym uczestniczył w głosowaniu. Był bardzo związany z Hugo Chávezem i dotknęły go ostatnie wydarzenia. Fidel Castro interesuje się wieloma sprawami, to człowiek, który stale rozmyśla.