Kierunek?… Sukces!

Kierunek?… Sukces!

Ilona Zakowicz

- kategorie: Uczelnia

Słowo „sukces”, choć rozmaicie definiowane i interpretowane, sprowadzane jest najczęściej do określenia „sukces zawodowy”. Jak gdyby istniał tylko jeden obowiązujący wzorzec, jeden kierunek rozwoju, jeden typ kariery czy awansu. Tak jakby praca była dobrem najwyższym i jedynym. Jakbyśmy zapomnieli, że sukces ma różne oblicza, różne aspekty, że zależy od nas, bo to my jesteśmy kreatorami naszego życia.

Traktowana jako towar deficytowy, praca, staje się współcześnie celem samym w sobie. Celem, któremu podporządkowane są niejednokrotnie wyznawane wartości, realizowane działania, podejmowane decyzje. W konsekwencji twierdzenie Ezopa, że „praca jest dla ludzi skarbem” zyskuje dziś specyficzne, nowe znaczenie.
Problem z dostępem do atrakcyjnych ofert pracy, długotrwałe bezrobocie, wydłużony czas oczekiwania na zatrudnienie w wyuczonym zawodzie, praca poniżej kwalifikacji (za najniższe wynagrodzenie), brak pewności zatrudnienia, umowy cywilnoprawne lub praca „na czarno” – wszystko to sprawia, że praca staje się wartością samą w sobie. Jesteśmy świadkami kształtowania się swoistego, nowego etosu pracy, który czyni ją źródłem innych wartości, normą życia, drogowskazem podejmowanych działań, źródłem zadowolenia, satysfakcji i poczucia spełnienia, ważnym czy wręcz podstawowym elementem wpływającym na styl życia współczesnego studenta/absolwenta uniwersytetu podejmującego trud zmagań o właściwe dla siebie miejsce na rządzącym się swoimi prawami rynku pracy.

Uniwersytet w kryzysie?

Krytyczne głosy dotyczące kształcenia akademickiego, padające ze strony studentów, opinii publicznej, krytyków, mediów (pod adresem uniwersytetu), dotyczą w głównej mierze relacji uniwersytetu z rynkiem pracy i szeroko rozumianą gospodarką. Mówi się wręcz o jego swoistej niekompatybilności, niedostosowaniu, zamknięciu, o niechęci do współpracy, o braku praktyk, staży, związków z gospodarką, przestarzałych programach kształcenia i nadmiarze teorii. Zdaniem wielu, uniwersytet powinien dostosować się do oczekiwań generowanych przez rynek pracy. Skoncentrować się na kształceniu wysoko wyspecjalizowanej kadry na potrzeby pracodawców. Mają oni bowiem coraz większe oczekiwania względem potencjalnych kandydatów. Dyplom ukończonych studiów uniwersyteckich już nie wystarczy, liczy się doświadczenie zawodowe, kompetencje miękkie, osobowość, znajomość języków obcych, elastyczność, determinacja. Co więcej, od pracowników tzw. „wyższego szczebla” – a takimi w dużej mierze chcą stać się studenci – oczekuje się nie tylko innowacyjności, kreatywności, różnego rodzaju umiejętności (radzenia sobie w sytuacji kryzysowych, asertywności, umiejętności pracy pod presją czasu, pracy w grupie), ale także samodzielności, umiejętności wyszukiwania alternatywnych rozwiązań, pomysłowości. Żyjemy w erze gospodarki opartej na wiedzy, znaczenie wiedzy stale wzrasta, a wraz z nim zapotrzebowanie na wykształcenie wyższe, które może generować pracowników o najwyższych kompetencjach. Pracowników, którymi zainteresowani są pracodawcy reprezentujący najlepiej rozwijające się firmy i instytucje. Jak się okazuje, nie wystarczy być „dobrym”, mieć wykształcenie wyższe i doświadczenie zawodowe – należy starać się o bycie „najlepszym”, wyróżniać się, realizować ideę stałego rozwoju, kształcenia się przez całe życie.

W poszukiwaniu przepisu na sukces

Jak stwierdził Peter Drucker „w XXI w. walutą będą pomysły”. Kreatywność, zdolności twórczego rozwiązywania problemów, umiejętność poszukiwania innowacyjnych pomysłów stają się „dobrem” wysoko cenionym, szczególnie w obszarze szeroko rozumianego rynku pracy. Potwierdzeniem tego jest m.in. nazewnictwo, jakie przyjęło się stosować: dyrektor kreatywny, kreatywny produkt, kreatywna sprzedaż. Słowo „kreatywność” stało się modne, cieszy się coraz większaą popularnością w firmach, szkołach, mediach, życiu codziennym. Wyzwalanie potencjału twórczego, stawianie sobie ambitnych celów i zadań okazuje się zatem być niezbędnym elementem na drodze do osiągnięcia sukcesu zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Co zatem sprawia, że trzymamy się schematów, myślimy stereotypowo, działamy wyłącznie w oparciu o znane schematy – odtwórczo? Zdaniem S. Belsky’ego: „przeszkodami silniejszymi od tych zewnętrznych są […] przeszkody istniejące w nas samych. Największymi siłami, które zabijają nowe pomysły, są nasze własne ograniczenia”.
Nie ma jednego, skutecznego przepisu na sukces, warto jednak mieć na uwadze czynniki mu sprzyjające, takie jak: refleksyjność, stałe podejmowanie nowych wyzwań, namysłu nad swoimi mocnymi i słabymi stronami, możliwościami i umiejętnościami. Pomocna w tym zakresie może się okazać analiza SWOT, biura karier, szkolenia, warsztaty, coaching, doradcy zawodowi, zajęcia z zarządzania karierą, podręczniki, poradniki, itd.
Innowacyjność i kreatywność

„O nowe pomysły trzeba toczyć walkę już od chwili ich powstania” (S. Belsky)

Kreatywność bywa rozmaicie definiowana, tym jednak, co powinno budzić szczególne zainteresowanie, jest doszukiwanie się sposobów rozbudzania potencjału twórczego, kreatywności na poszczególnych etapach edukacji i w miejscu pracy. Warto także zadać sobie pytanie, ile my sami poświęcamy czasu na rozwój swojego twórczego potencjału, ile razy podczas studiów się do niego odwołujemy i jak często jest on od nas wymagany? A także jakie działania podejmujemy, by go odkrywać i rozwijać? Jeśli zdarza się to sporadycznie, warto to zmienić, sięgając przynajmniej po literaturę z tego obszaru. Szczególnie warte uwagi są takie pozycje jak: K. J. Szmidt, Trening kreatywności, K. J. Szmidt, Pedagogika twórczości, K. J. Szmidt,  Elementarz twórczego życia, K. J. Szmidt, ABC kreatywności, K. J. Szmidt,  Trening twórczości w szkole wyższej, S. Belsky, Realizacja genialnych pomysłów, A. Góralski, Teoria twórczości, R. Florida, Narodziny klasy kreatywnej, T. Buzan, Siła twórczej inteligencji.

Praca vs. studia

Współczesny rynek pracy jest niezwykle dynamiczny, a jednocześnie tak znacząco przesycony pracownikami, że nie jest wstanie wchłonąć wszystkich studentów ubiegających się o zatrudnienie. Wyższe wykształcenie, jak powszechnie wiadomo, nie jest dziś gwarantem zatrudnienia. Umasowienie szkolnictwa wyższego sprawiło, że ilość osób z wyższym wykształcenie znacznie przekracza zapotrzebowanie, jakie generuje rynek pracy. Liczba osób z dyplomem licencjata czy magistra wzrosła do takiego stopnia, że nastąpiła inflacja dyplomów, a w konsekwencji dewaluacja wykształcenia wyższego. Nie powinien więc dziwić fakt, że kształcenie na poziomie wyższym, szczególnie kształcenie uniwersyteckie, uznawane dawniej za etap szczególny – czas ukierunkowany na zdobywanie wiedzy, rozwój intelektualny, duchowy – staje się jedynie środkiem do celu. Okazuje się wręcz, że kształcenie, a wraz z nim kolejnej szczeble edukacji, to swoiście rozumiane „zło konieczne”, przynajmniej dla części studentów. Biorąc pod uwagę fakt, że studenci coraz częściej pochłonięci są koniecznością zdobywania doświadczeń zawodowych, uczęszczaniem na staże, szkolenia, warsztaty, mają coraz mniej czasu na „studiowanie”. W konsekwencji prestiż studiów uniwersyteckich maleje. Zmienia się charakter edukacji akademickiej, sam uniwersytet także ulega mniej lub bardziej subtelnym przekształceniom, które oddalają go od idei uniwersytetu stworzonej przez Wilhelma von Humboldta. Jak zatem pogodzić dwie, jak by się wydawało, sprzeczne tendencje: chęć kultywowania odwiecznych wartości, z jakich wyrasta uniwersytet oraz oczekiwań generowanych przez rynek pracy? Jak ustosunkować się do oczekiwań, które przekształcają szkolnictwo wyższe, a wraz z nim uniwersytet w szkołę wyższą (zawodową), które usilnie starają się go zmienić, wpłynąć na jego niezależność – przekształcić w posłuszną marionetkę podatną na wpływy gospodarki?


autorka jest doktorantką w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego

zobacz stronę: nawigiliewgory.pl