Przymus sukcesu

Przymus sukcesu

Ilona Zakowicz

- kategorie: Uczelnia

Żyjemy w czasach, w których wydaje się, że wszystko jest możliwe. W erze nieograniczonych możliwości wyboru perspektyw edukacyjnych i zawodowych. Rzeczywistości określanej mianem pluralistycznej i niezwykle zróżnicowanej. Jednocześnie jednak jest to czas, w którym do głosu dochodzą niebezpieczne skrajności, takie jak „przymus sukcesu”, będący przejawem przekraczania granic między chęcią i koniecznością. Pojawiają się tendencje do coraz częstszego zastępowana słowa „chcę” stwierdzeniami „muszę, powinienem, jestem zobowiązany”.

Gdyby podjąć krytyczną refleksję nad tym, jak wygląda sytuacja współczesnych studentów i absolwentów uczelni wyższych, mogło by się okazać, że jest ona nieco inna, niż zwykło się ją przedstawiać. Wiele mówi się i pisze o możliwościach, jakie mają studenci, o tym, że świat „stoi przed nimi otworem”, że mają wręcz nieograniczony dostęp do informacji, że wszystko jest możliwe. Jest jednak pewne znaczące „ale”. Pluralistycznie zorientowana rzeczywistość jawi się jako swoista „studnia bez dna”, z której można czerpać bez obaw, że jej zasoby kiedyś ulegną wyczerpaniu. „Możesz być kim chcesz”, „jaki chcesz”, „robić co chcesz”. „Próbuj, zmieniaj, eksperymentuj – szukaj dla siebie właściwego miejsca, niepowtarzalnej drogi, która zagwarantuje ci szczęście!” Slogany tego rodzaju są wręcz wszechobecne, pojawiają się w prasie, Internecie, telewizji, krzyczą do nas z okładek poradników, których liczba stale wzrasta. Ich autorzy doradzają, w jaki sposób należy się ubierać, co jeść, by czuć się dobrze, jaki kierunek studiów czy jaką pracę wybrać, „jak zdobywać przyjaciół i zjednać sobie ludzi”, wskazują „siedem nawyków skutecznego działania”, demaskują „pułapki myślenia”. Dowiemy się z nich: jak osiągnąć sukces, stać się profesjonalistą, być idealnym pracownikiem, mężem, kochanką. Obiecują szczęście za kilkadziesiąt złotych i kilka chwil poświęconych lekturze. Można by zatem przypuszczać, że mamy wszelkie instrumenty niezbędne do tego, by stać się szczęśliwymi członkami społeczeństwa. Z czego zatem wynika powszechne społeczne niezadowolenie i wszechobecna krytyka? Powodów z pewnością można wymienić wiele. Celem tego artykułu nie jest jednak refleksja nad całym spektrum problemów społeczno-gospodarczych ani też siłą oddziaływania wspomnianych poradników, lecz próba unaocznienia problemu z jakim mierzą się między innymi studenci i absolwenci uniwersytetu, a jest nim zdaniem autorki „przymus sukcesu”. Zjawisko, które – jak zauważa Zbyszko Melosik – jest współcześnie mocno akcentowane i upowszechniane. Medialne przekazy głoszą: „nie wolno być nieudacznikiem – pracuj, walcz, zwyciężaj – czyli zrób wszystko, byś osiągnął sukces w każdej dziedzinie życia, bądź perfekcjonistą i profesjonalistą – to jedyna gwarancja sukcesu i zadowolenia z życia!” W rezultacie, jak można przypuszczać, rozwój edukacyjny i zawodowy traktowany jest jako ciągła walka o być albo nie być – stąd też ten, kto jej nie podejmuje, w pewnym sensie nie istnieje. Skazuje siebie na społeczną ekskluzję, obarczoną znamieniem bycia nieudacznikiem – czyli kimś, kto nie ma wystarczającej motywacji, siły i chęci, by każdego dnia stawać „do boju o lepszą przyszłość”.

Kariera zawodowa

Kariera zawodowa, jak wskazuje Z. Melosik, przez dużą część społeczeństwa ujmowana jest jako drabina, po szczeblach której należy się wspinać. Potwierdzeniem powyższej tezy są opinie studentów Uniwersytetu Wrocławskiego, którzy zapytani o to, czym dla nich jest lub z czym im się kojarzy „kariera zawodowa” udzielali następujących odpowiedzi: wyścig szczurów, walka, ciężka praca, zmęczenie, brak rodziny, wyrzeczenia, konkurencja, dążenie do celu, orientacja na awans, wyzysk, stres, niepewność pieniądze, prestiż. Niezwykle rzadko pojawiały się opinie uwzględniające harmonię między życiem zawodowym i prywatnym, rodzinnym. Sprowadzanie kariery zawodowej wyłącznie do desygnatów przywołujących na myśl konflikt, walkę przeciwników, przyczynia się z kolei do wyodrębniania się zróżnicowanych czy wręcz skrajnych postaw wobec rozwoju edukacyjnego i zawodowego. Do najbardziej sugestywnych zaliczamy te z nich, które koncentrują się na uczestniczeniu w tzw. wyścigu szczurów oraz te, w których dokonuje się świadoma z niego rezygnacja. To, po której stronie jednostka się opowie i jak ową „pogoń za sukcesem” interpretuje, jest kwestią indywidualnego wyboru. Należy jednocześnie pamiętać, że dążenie do celu, chęć osiągnięcie maksimum swoich możliwości, rozwój osobisty i zawodowy są współcześnie wysoko cenione. Podobnie jak determinacja, konsekwencja i pracowitość, które uznawane są za atrybuty ludzi sukcesu. Dążenie do osiągnięcia szeroko rozumianego sukcesu nie jest niczym złym, jawi się raczej jako wyraz odpowiedzialności, zdolności do podejmowania decyzji, umiejętności samodzielnego myślenia, eksperymentowania, dostrzegania nowych możliwości, otwartości na zmianę – a zatem wszystkiego tego, czego oczekują od pracowników właściciele nowoczesnych, dobrze prosperujących firm. Za złe można jednak uznać przyrównywanie wszystkich studentów do wspólnej „matrycy sukcesu”, a odbywa się to (co niezwykle interesujące) przy jednoczesnym forsowaniu i propagowaniu kultu indywidualizmu i niczym nieograniczonej wolności.

Oczekiwania i ich konsekwencje

Wyzwania cywilizacyjne XXI w., czego nie sposób nie zauważyć, wymuszają konieczność nieustannej edukacji, rozciągającej się na całe życie człowieka. Powinniśmy jednak mieć na uwadze fakt, że, jak zauważa Agnieszka Stopińska-Pająk w publikacji „Edukacja dorosłych. Doradca zawodowy. Rynek pracy”, „idea ciągłego, całożyciowego uczenia się niesie […] także i niebezpieczeństwa. Może być wykorzystana do manipulowania człowiekiem, do kształtowania go pod dyktando właścicieli wielkich kapitałów rynku konsumpcyjnego czy też określonych sił politycznych”. Wspomniany „przymus sukcesu”, który wymusza na studentach i absolwentach studiów wyższych podejmowanie różnorodnych – niejednokrotnie ryzykownych – decyzji, mających na celu zwiększenie ich konkurencyjności na rynku pracy, jawi się jako niebezpieczny. Wspomniane „ryzykowne decyzje” i działania rozumiane są między innymi jako: zmiana miejsca zamieszkania – wynikająca z „pogoni za pracą”, brak czasu wolnego, będący konsekwencją zaangażowania w pracę i dbałość o wysoką jakość wykonywanych zadań, gotowość do poświęceń, efektem której jest coraz powszechniejsze zjawisko pracoholizmu, oraz opóźnianie momentu wejścia w role rodzicielskie, stanowiące wielokrotnie wyraz swoistej kalkulacji ekonomicznej( pracodawca bowiem chętniej zatrudnia osoby dyspozycyjne – czytaj „bez rodzinnych zobowiązań”). Od studenta/absolwenta uniwersytetu wymaga się zatem wiele – można by wręcz powiedzieć zbyt wiele i nie chodzi bynajmniej o kwestie podstawowe, takie jak zaangażowanie, czy chęć rozwoju w odniesieniu do edukacji czy zatrudnienia, a raczej o sugestie dotyczące konieczności ustosunkowania się do zjawiska „przymusu sukcesu”, który zatacza coraz szersze kręgi.

Czy przestać chcieć więcej?

Prawdą jest, że część studentów nastawiona jest prorynkowo. Celem edukacji akademickiej w tym przypadku jest dyplom, tytuł naukowy, wiedza specjalistyczna. Są i tacy studenci, którzy przyszli na studia z uwagi na „brak innej, ciekawszej alternatywy”, studiują bez większego zaangażowania, nie interesując się nadmiernie perspektywami zatrudnienia. Podejmują kolejne kierunki studiów, opóźniając tym samym moment wejścia w nowe role społeczne pracownika czy stażysty. Nastawienie innych można określić mianem roszczeniowego – studiuję, płacę, wymagam. W takiej sytuacji uniwersytet traktowany jest jak fabryka dyplomów, czy też „supermarket”, w którym student może zaopatrzyć się w wiedzę, kwalifikacje, kompetencje i dyplom. Typologii tego rodzaju można by wymienić więcej, warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że nie każdy student rozpoczynający swoją przygodę z wykształceniem wyższym podejmuje ją tylko i wyłącznie w celu osiągnięcia wymiernego rezultatu, rozumianego jako praca w wyuczonym zawodzie ani też z powodu braku perspektyw. Nie każdy też odczuwa potrzebę walki o sukces, czy wręcz uznaje perspektywę tego rodzaju za trudną, a nawet niemożliwą do przyjęcia.

Umiejętności szybkiego, bezkolizyjnego dostosowywania się do zmiennych warunków rynku pracy, konieczność wielokrotnego przekwalifikowania się, elastyczność, poczucie odpowiedzialności za własne wybory – to tylko niektóre z oczekiwań, jakie kierowane są do studentów. Nie powinien zatem zaskakiwać fakt, że młody człowiek chcący się usamodzielnić ma ograniczone możliwości, by móc bezpiecznie osiąść, odnaleźć swoje miejsce w strukturze społecznej. Rynek rządzi się własnymi, niejednokrotnie brutalnymi, prawami, dlatego też bez względu na okoliczności żąda od poszukujących pracy konkretnych kompetencji i umiejętności. Ich brak może przyczynić się do długotrwałego stanu bezrobocia, paradoksalnie jednak ich posiadanie nie gwarantuje zatrudnienia. Jak zatem ustosunkować się do problemu przymusu sukcesu? Niech przytoczone poniżej cytaty będą nieco prowokacyjną podpowiedzią:
Brian Tracy: „Różnica pomiędzy ludźmi sukcesu a nieudacznikami polega na tym, że ci pierwsi niemal nałogowo robią rzeczy, których ci drudzy unikają jak diabeł święconej wody.”
Dale Carnegie: „Wszyscy na świecie szukają szczęścia, a jest tylko jeden sposób, aby je znaleźć. Trzeba kontrolować swoje myśli. Szczęście nie przychodzi z zewnątrz. Zależy od tego, co jest w nas samych.”


autorka jest doktorantką w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego

zobacz również: nawigiliewgory.pl