Jessy Lanza – Pull My Hair Back

Jessy Lanza – Pull My Hair Back

Marcin Bubiński

- kategorie: Kultura

Prawdziwa ruda Grażyna z Kanady, często pojawiająca się na składankach z zajawkami prosto z Hyperdub Records, zdążyła stworzyć m.in. bardzo letni, łatwo przedostający się do mózgu – a co za tym idzie także do układu ruchowego – utwór z Ikoniką „Beach Mode”. Teraz próbuje sił na polu własnego, długogrającego albumu.

The Guardian robi z niej nawet nową nadzieję – uwaga! – r&b. Ona sama skromnie zaznacza, że wychowała się na Motown i murzyńskim disco, ale żeby, broń Boże, nikt nie brał jej za hipsterkę. To, co tworzy, jest w jej opinii jest bardzo mainstreamowe. Owszem, słychać fascynacje czarną muzyką, chociażby w otwierającym płytę „Giddy” czy też na promującym wydawnictwo „Kathy Lee”. Jednak na pierwszy plan na „Pull My Hair Back” wychodzą inne fascynacje i nie pochodzą one od autorki płyty.

Miał być tylko producentem, jednak chyba wczuł się za bardzo i widać, czuć, a przede wszystkim słychać jego wpływ na brzmienie debiutu Lanzy. O kim mowa? Jeremy Greenspan z Junior Boys. Kryzys związku z Didemusem – dość smutne okoliczności sprawiające, że nie wiadomo, czy panowie zejdą się znowu by nagrać następcę „It’s All True”, sprawia, że Kanadyjczyk udziela się w projektach swoich rodaków. Poza Jessy wiadomo przecież, że trzyma sztamę także z Caribou. Greenspan przemycił na „Pull My Hair Back” wiele patentów od razu przywołujących na myśl piosenki twórców „So This Is Goodbye”. Trącające retrodyskoteką klawisze, handclapy, minimalowe pstryknięcia przechodzące w długie drone’owe akordy. To stąd wzięły się najlepsze na płycie „Fuck Diamond” i „Keep Moving”.

Ktoś kiedyś trafnie nazwał muzyczny mariaż Charlotte Gainsbourg i Becka, wykorzystując nomenklaturę filmową, że to reżyser rysujący ramy dla swojej aktorki. Słuchając debiutu Jessy Lanzy, mam wrażenie, że w tym przypadku jest podobnie. Właśnie to zagadnienie wzbrania mnie przed ocenianiem tej płyty jako wybitnej. Wszakże Kanadyjka pretenduje do czegoś więcej niż do odgrywania roli muzy niezwykle utalentowanego twórcy, jakim niewątpliwie jest Greenspan.

recenzja ukazała się również na portalu elephantshoe.pl

zobacz również: nawigiliewgory.pl