Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

data dodania:11.03.2014 , dział: społeczeństwo | 0 komentarzy

kontrowersje Bohdan Stawiski

Kontrowersje

Bohdan Stawiski

European Capital of Culture 2016. Pod takim dumnym hasłem Wrocław nieustannie promuje swoje wdzięki wśród potencjalnych turystów oraz mieszkańców. Raz robi to całkiem udanie, chociażby należy zwrócić uwagę na wystawę malarską poświęconą m.in. twórczości Pabla Picassa czy Cranacha. Innym razem zalicza spektakularne potknięcia, jak przy organizacji Avant Art Festival w Imparcie (szerzej o tym wydarzeniu piszemy w dziale kultura). Niemniej ludzie odpowiedzialni za to niezwykle medialne przedsięwzięcie robią wiele (zachęcam do przeczytania wywiadu z dyrektorem generalnym ESK Krzysztofem Majem), żeby rok 2016 nie był synonimem totalnej kulturalnej klapy, a niestety takie obawy w niedawnym raporcie dotyczącym ESK wyraziła Komisja Europejska.

Biurokraci z Brukseli zarzucili władzom Wrocławia, że nie mają skonkretyzowanej wizji rozwoju kultury, a dotychczasowe działania ukierunkowane są jedynie na promocję miasta oraz służą obsadzaniu intratnych stanowisk swoimi ludźmi. Oczywiście władze Wrocławia, obawiając się medialnego obciachu, natychmiast rozwiały wszystkie wątpliwości zawarte w raporcie. Według prezydenta Dutkiewicza i szefostwa ESK wszystko zmierza w dobrym kierunku, a sprawami kultury zajmują się najwybitniejsi fachowcy w tej branży, których kompetencje nie powinny być podważane albo stawiane w dwuznacznym świetle. No cóż…  Najwyraźniej któraś ze stron mija się z prawdą. Albo Bruksela po raz kolejny przesadza (w tym przecież się specjalizuje), albo Wrocław postawił na nieodpowiednich ludzi. Wydaje się, że mimo wszystko minęło jeszcze zbyt mało czasu, aby decydować się już teraz na radykalne działania i wyciąganie konsekwencji personalnych.
Obecny management ESK 2016 musi jednak wziąć sobie do serca zasadę, że najciekawsze pomysły rodzą się głowach młodych, niezależnych ludzi, dla których kultura jest częścią życia. Nie może zamykać  się w kokonie tych samych nazwisk, firm, stowarzyszeń czy ekspertów. Jeśli chcemy, żeby Wrocław odniósł sukces trzeba przestać myśleć o kulturze w sposób instytucjonalny. Jak pisze Marcin Bubiński: – Znów urzędnicy pokazują palcem co, gdzie i jak ma być robione, vide sprawa alternatywnego pasażu sztuki przy ul. Ruskiej. Mamy bez wątpienia świetnych lobbystów i pijarowców. Brakuje jednak elastyczności oraz świeżego, kreatywnego myślenia – konkluduje Bubiński.

Nic dodać nic ująć. Jestem przekonany, że wybór tej drogi zarządzania projektami spowoduje, że w dalszym ciągu skazani będziemy jedynie na komercyjną majówkę na Wyspie Słodowej, bicie rekordu Guinnesa w graniu na gitarze czy „niezależne” kino pana Gutka (za publiczne pieniądze sic!). W najlepszym wypadku pod koniec 2016 roku zjemy sobie niemiecką kiełbaskę na jarmarku bożonarodzeniowym na… pl. Uniwersyteckim.

Podobnych problemów z Komisją Europejską, jak i z innymi organami kontrolnymi, nie mają za to przedstawiciele wrocławskiego seks biznesu go-go. Interes się kręci, klienci walą „drzwiami i oknami” a właściciele lokali liczą zyski idące w miliony złotych. Powodów do narzekań nie mają także miejscowe „showgirls”, które  udając hostessy albo tancerki (tak na wszelki wypadek, przed rodziną i znajomymi) potrafią zarobić w ciągu miesiąca ponad 11 tys. złotych. Niestety, co jest smutną prawdą o państwie Donalda Tuska, coraz więcej młodych dziewczyn we Wrocławiu postanawia zarabiać na życie w ten kontrowersyjny sposób. Kuszą oczywiście wysokie zarobki i brak jakichkolwiek wymagań, oprócz wyglądu. Dla wielu studentek wrocławskie kluby go-go są zatem idealnym miejscem do rozpoczęcia „kariery” zawodowej w… Europejskiej Stolicy Kultury, ale o tym już szerzej przeczytacie w artykule Patrycji Kastelik pt. „Miasto kultury, miasto rozpusty”.

* Bohdan Stawiski – redaktor naczelny magazynu Uniwersal

stat4u