Przełamywanie paradygmatu

Przełamywanie paradygmatu

Marcin Bubiński

- kategorie: Blog, Kultura

Mieszkańcy wrocławskiego rynku doskonale wiedzą jaki rozpoczął się miesiąc. Wszyscy z nich doskonale zdają sobie sprawę, że teraz mamy maj, ponieważ począwszy od 30 kwietnia mają pod oknami nieustającą kakofonię i tak aż do najbliższej niedzieli. Warto odnotować jeszcze brutalną próbę dźwięku robioną na wielkiej scenie w samym sercu miasta o 8 rano, drugiego maja. Dźwięk bębnów i elektrycznej gitary nie pozwolił się dobrze wyspać po trudach grillowania poprzedniego dnia. Narzekać jednak jest bardzo nieelegancko, bo przecież włodarze robią to z dobrego serduszka, aby wrocławianie mieli chwilę radości i zapomnieli o podwyżkach danin miejskich, pożyczaniu pieniędzy piłkarskiemu Śląskowi, kuriozalnym podatku deszczowym etc.

Czy nam się to podoba, czy nie, maj wita Wrocław serią mniej lub bardziej kiczowatych wydarzeń, suto dotowanych z miejskiej kasy. Żadne głosy sprzeciwu, podnoszące argumenty wyczerpania się pewnej formuły (ile można bić gitarowy rekord Guinnessa, czy też uczestniczyć w koncertach, w których line up podlega kosmetycznym zmianom) nie mają mniejszego sensu, skoro pewien bardzo ważny człowiek nawet przepisów prawa się nie słucha, więc co dopiero krytyków wywodzących się z ludu, będących chyba jeszcze mniejszością, ale co raz głośniej słyszalną.

Niżej podpisanemu wcale takie wydarzenia nie przeszkadzają (o ile sound check nie jest robiony skoro świt), jeśli jakimś ludziom odpowiada uczestniczenie co rok w koncertach praktycznie tych samych artystów – ok, wolna wola! Ale błagam, słuchajcie też tych, mających inne upodobania. My też chcemy dużej sceny ze świetnym nagłośnieniem dla muzyki alternatywnej, elektronicznej itd.

Bardzo dawno temu, jeszcze na łamach elephant shoe napisałem, że we Wrocławiu króluje stylistyka punky, reggae, liceum. Zaraz rzuciło się na mnie wielu ludzi, mówiących, że nie wiem o czym mówię, że stolica Dolnego Śląska, to miejsce nu jazzu, alternatywnego rapu, basowej elektroniki. Po tych kilku latach wychodzi na moje, bo z końcem miesiąca ze sceny schodzi klub Puzzle, czyli miejsce usilnie promujące te gatunki (wielka szkoda, ale o tym może w innym wpisie). Sorry „znawcy”, ale jeden Igor Pudło wiosny nie czyni. Zajrzyj: nawigiliewgory.pl

Jest jak jest, dlatego cieszą mnie wszelkie jaskółki, zwiastujące przełamanie paradygmatu kulturalnego tego miasta. Wrocławska scena klubowa i świeżaki, takie jak chociażby Oxford Drama. Elektroniczne duo, tworzone przez naszą redakcyjną koleżankę Gosię Dryjańską  i Marcina Mrówkę. Ciepłe, senne, syntezatorowe melodie i kontrastujące z nimi kawałki mające parkietowy potencjał. Niedawno wydali EP’kę, ale na jej recenzję przyjdzie jeszcze czas w innym wpisie. Do tego czasu odwiedźcie ich profil na soundcloud: https://soundcloud.com/oxford-drama/sets/oxford-drama-ep

materiały promocyjne artysty