Matura to nie bzdura

Matura to nie bzdura

- kategorie: Blog, Społeczeństwo, Uczelnia

Twierdzenie jakoby życie było sztuką ciągłego wyboru jest szczególnie trafne w odniesieniu do jego specyficznegookresu będącego progiem szeroko rozumianej dorosłości, związanej nierozerwalnie z dwoma przełomowymi cezurami: uzyskaniem pełnoletniości oraz zdobyciem świadectwa maturalnego, stanowiącego swego rodzaju okno na świat, przepustkę do wymarzonej przyszłości, której charakter ma dla każdego młodego człowieka znaczenie fundamentalne. Ów przełom jest bowiem czasem samookreślenia i podejmowania najważniejszych wyborów, które determinują niemal całą dalszą egzystencję. Procesy wywołane przez wówczas podjęte decyzje są wszak przeważnie nieodwracalne, a dalsze postępowanie sprowadza się w zasadzie do mniej lub bardziej biernego przystosowywania się do samorzutnie wytwarzających się na ich skutek warunków.  Warto się nad tym zastanowić.

 Jak pisał pewien mądry człowiek, „młodość to czas w życiu, kiedy człowiek jest głupi, naiwny i najłatwiej zrobić z niego bałwana. Niestety, trzeba pożyć czterdzieści parę lat, żeby to sobie uświadomić, a następne kilkanaście, żeby się z tym pogodzić.” Czy da się tego wszystkiego uniknąć? Na pewno jest to zadanie szalenie trudne, ale z pewnością w jakimś stopniu wykonalne. Niezbędna jest jednak dogłębna wiedza o świecie, w który na dobre wkracza się właśnie wraz z zakończeniem procesu dorastania. Oczywiście chęć zmieniania świata w pojedynkę warto schować głęboko w kieszeń i jak najszybciej przyjąć do wiadomości, że podstawą dobrego funkcjonowania jednostki w społeczeństwie jest szeroko rozumiany pragmatyzm oraz umiejętność korzystania ze spuścizny starszych pokoleń.

Po co to wszystko? Aby sprostać „smudze cienia”. W dobie powszechnej komputeryzacji i ciągłej obecności najróżniejszych informacji człowiekiem łatwo manipulować. Jest to uboczny skutek, nazwijmy to, „twórczej destrukcji”, który nie objawia się w tym wypadku jednak anormalnymi wahaniami wskaźników ekonometrycznych, ale zmianami w społecznej umysłowości. W tym wypadku nie firmy, lecz wartości, które cieszyły się dotąd ugruntowaną pozycją, tracą swoje, często monopolistyczne znaczenie (Nie bez powodu przecież media nazywane są dziś popularnie „czwartą władzą”). Odnosi się to do wszystkich, nawet najbardziej prozaicznych dziedzin życia. Podatności na coraz bardziej idiotyczne reklamy, powszechnych masowo kiczowatych gustów, sms’owego savoir-vivre’u, oczywistej wyższości szpilek nad trzewikami, kupowania taniej w dyskontach i tak dalej, i tak dalej.

Otóż pojedynczy człowiek jest dziś niestety wyłącznie niewielkim trybikiem w doskonale funkcjonującej maszynerii nastawionej na coraz bardziej agresywne pobudzanie konsumpcyjnych potrzeb. Mówiąc Gombrowiczem, dzisiejszy człowiek jako Jedermann jest zewsząd „upupiany” i co za tym idzie przyjmuje wiele gęb, wciąż uciekając od jednej do drugiej formy. W związku ze stale rosnącym tempem życia nie ma natomiast czasu na refleksje i wyżej wspomniane samookreślenie, wyrobienie własnego zdania w kwestiach dotyczących nawet podstawowych dziedzin życia społecznego. Na poły wynika to oczywiście z lenistwa (wygodniej jest po prostu przyjąć je za pewnik niż zajmować się samodzielnym studiowaniem problemu, połączonym przeważnie z przeżyciem kłopotliwego dysonansu poznawczego), na poły także z przytłaczającego charakteru dzisiejszego świata, który niczym Orwellowski Wielki Brat zmusza nas do podświadomej samocenzury i zacieśniania horyzontów.

Jako podsumowanie tego stanu rzeczy można przywołać najsłynniejsze zdanie z Roku 1984 – Ignorancja jest siłą! Dzięki niej właśnie nasz umysł staje się mniej obciążony, a my, mimo swej niewiedzy i różnorakich ułomności, pewnie szczęśliwsi (bojaźliwsi?). Czy spełnieni? To skądinąd retoryczne pytanie jest tutaj kluczowe. Próg dorosłości, który umownie przekracza się po maturze, jest właśnie czasem tego najważniejszego życiowego wyboru. Czy wystarczy nam konsumpcyjny tryb życia połączony z konformistycznym, wygodnym dostosowywaniem się do powszechnych trendów i poglądów, słowem robienia wszystkiego na rympał, czy jednak naszym priorytetem jest przysłowiowa pogoń za rozumem, realizacja zawodowych oraz intelektualnych ambicji, dogłębne poznanie świata, które wiąże się dziś jednak nierzadko z „obciachowością” oraz ciągłą walką z powszechnie przyjętymi sofizmatami i stereotypami? Pierwszą drogę obiera zdecydowana większość. Tak jest im po prostu wygodniej. Na parkiecie funkcjonuje jednak sprawdzające się z reguły powiedzenie, że większość nie ma racji. W tym wypadku jest chyba podobnie. Rozwiązanie paliatywne. Takie przynajmniej jest moje stanowcze zdanie. Jak chyba zresztą całej redakcji „Uniwersala”, do której z tego miejsca zapraszam osoby mogące się pod tymi słowami podpisać.

masz tu srebrną podkowę, masz tu złoty róg, niech Cię wicher niesie, który huka po lesie, śmiało przebij każdy niewidzialny mur, bylebyś nie sięgał po tę przeklętą czapkę z pawich piór. Bonjour!   Bonjour! Bonjour!