Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

data dodania:2.12.2014 , dział: | strona główna Bez kategorii polityka Staroń Ireneusz | 0 komentarzy

kar

Górska hipokryzja

Ireneusz Staroń

Nagorny Karabach. Co najmniej od stu lat obszar sporny pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem, choć nazwę tej górskiej krainy znano już w starożytności. Tak wtedy jak i podczas rewolucji październikowej, która nie ominęła i ziem zakaspijskich, nie wiązano Karabachu z, bądź co bądź, napływową ludnością azerską, bliższą Turkom niż chrześcijańskim Ormianom czy Gruzinom. Jednak to nie tylko konflikt religijno-kulturowy.

To przede wszystkim spór o ziemię. Oto na początku lat 20., gdy narody kaukaskie wybijały się po latach niewoli na niepodległość, miłościwy car Lenin, zapały najpierw ostudził, a potem podzielił. Początkowo zarówno Nachiczewan (obecnie zachodnia flanka Azerbejdżanu, oddzielona od Karabachu sporym pasem południowych rubieży Armenii) jak i Karabach, zgodnie z podziałem narodowościowym i historycznym, przyznał Lenin Ormianom. Jednakże decyzję szybko zmienił. Konflikt o ojczyznę trwa. Racje historyczne i ludnościowe na terenie Karabachu, wydają się niezaprzeczalne, choć ignorancja, pragmatyzm czy też czysta głupota podmiotów międzynarodowych, stoi murem za utrzymaniem status quo. Co godzi zarówno w prawo samostanowienia narodów jak i w czystą przyzwoitość.   

          I tak Unia Europejska (używam nomenklatury polskiej, choć niezwykle trafne, zwłaszcza w aspekcie wielu rzekomo sprawiedliwych, demokratycznych i last but not leastjedynie słusznych regulacji, wydaje się określenie rosyjskie – Jewro Sajuz) w 2005 i 2010 r. potwierdziła integralność terytorialną Azerbejdżanu i jego niezaprzeczalne prawo do Górskiego Karabachu. Czy inne organizacje, bardziej gospodarcze niż polityczne, a jest ich niemało, także potwierdziły cokolwiek w odstępie pięciu symbolicznych lat, śmiem wątpić. Zatem zbliżamy się do chlubnej rocznicy. Za pasem rok 2015, a chcąc podtrzymać jakże chlubną tradycję, kołchoz znad Renu i Sekwany powinien po raz kolejny coś potwierdzić, przy okazji „wyrażając głębokie zaniepokojenie”, a najlepiej jeszcze „wezwać” i „potępić”. O ile już tego nie zrobił, biorąc pod uwagę dynamikę konfliktu ormiańsko-azerskiego. Zestrzelenie wojskowego śmigłowca znad jeziora Sewan, przez siły roponośnego potentata z Baku, może stać się pretekstem do działań o szerszej skali militarnej, jednak należy pamiętać, że od czasu ogłoszenia niepodległości Karabachu, tj., od roku 1992, Armenia i Azerbejdżan są w stanie wojny, więc, de iure i de facto, wszelkie zbrojne ekscesy na południowym Kaukazie nie powinny nikogo dziwić. Ludność ormiańska, co jakiś czas wspomina o snajperach strzelających czysto profilaktycznie w stronę granicy, a i autor niniejszych słów, w trakcie podróży do Iranu, naraził się na takie potencjalne, i bliższe, spotkanie z bronią większego kalibru. O ukraińskości Lwowa przesądził Stalin. Na Kaukazie najlepiej znają się europejscy urzędnicy. Chapeau bas.

www.dookolaswiata24.pl
stat4u