Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

data dodania:3.12.2014 , dział: | strona główna podróże polityka | 0 komentarzy

su

„Staraj się o siebie, Polak, sam”

Paweł Sobik

 Subtropikalny klimat Abchazji, długie czarnomorskie wybrzeże i ośnieżone szczyty Kaukazu czyniły z niej ulubione miejsce wypoczynku kremlowskich genseków i całego Sojuza. Tego raju już nie ma. 20 lat po wyniszczającej wojnie kraj chce pokazać, że żyje normalnie, ale normalność jest tu na pokaz. Dziś Abchazja to zapomniany protektorat Moskwy.

– I po co ci, Polak, tam iść? – Gruziński policjant na posterunku przed Ingurem kartkuje mój paszport. – Jak się coś stanie, nikt ci nie pomoże. O siebie się staraj sam – rzuca chłodno. Paręset metrów dalej, na drugim brzegu, dumnie trzepoczą abchaskie flagi. Ostatnią rzeczą jaką widzę przed rzeką (z bryczki, lokalny koloryt) jest wycelowany w stronę Abchazji pistolet z zawiązanym zawiązaną lufą, co rzekomo ma symbolizować wyciągnięta rękę do zgody.

Abchazja ma swoje terytorium, władze i ludność. W wyniku wojny toczonej w latach 1992-1993 faktycznie uniezależniła się od Gruzji. „Niepodległość” zbuntowanej republiki uznawana jest przez Rosję, kilka maleńkich państw z drugiej półkuli i podobne byty parapaństwowe. Polska uznaje integralność terytorialną Gruzji po rzekę Psou, ale na abchaskim terytorium konsul z Tbilisi niewiele może zdziałać.- Jesteś Polak, to angielski znasz, co? Weź wytłumacz, jaka to różnica między „water” a „quarter”. – Żołnierz rosyjskiego FSB szkoli się w językach obcych. Nic mu nie mówi pozwolenie na wjazd wydane przez abchaski MSZ (z adresem mailowym na domenie @gmail), które parę dni wcześniej moja poczta potraktowała jako spam. Po rozmowie telefonicznej z samego Suchumi przychodzi zgoda. – Masz, Polak. – Oddaje paszport. – Ale o siebie się tu staraj sam.

Ci, którzy byli z nami

Na nadczarnomorskim bulwarze w Suchumie gwarno spacerują miejscowi i turyści. Tych ostatnich poznać łatwo: wolontariusze podczas Igrzysk w Soczi, poubierani jednolicie, wydłużają sobie pobyt na Kaukazie. Dziadkowie pod palmami rozgrywają szachowe pojedynki, grupka młodzieży koczuje na ławce pod modną knajpą, bo tylko tam łapie darmowe Wi-Fi. Obrazek jak z Odessy czy Batumi, jakby tu nigdy wojny nie było. Ale to fałszywa twarz Abchazji, tak jak pozorowane są lokalna waluta (w użyciu rosyjski rubel) czy wydawane paszporty (z nimi można pojechać tylko do Rosji). Ale wojna wywarła trwałe piętno. Im dalej od morza, tym więcej śladów wojny. Jak gdyby skończyła się w zeszłym miesiącu. Nad centrum góruje potężny budynek gruzińskiej administracji z czasów radzieckich. Doszczętnie zniszczony, dziś ma symbolizować okrucieństwo, jakie spotkało naród abchaski. Pomnik czasów, które nie wrócą. Naprzeciw – Park Wolności i Aleja Sławy. Wśród poległych za niepodległość wyryte nazwisko Janusza Godawy z Suchej Beskidzkiej.

Wielka Wojna Ojczyźniana Narodu Abchaskiego jest elementem spajającym abchaską państwowość, ofiarą założycielską niepodległości. W każdym, najmniejszym nawet, miasteczku fundowane są okazałe pomniki, tablice, muzea ku czci bohaterów. Tyle, że to kolejny fałszywy mit. Wojnę z Gruzją Abchazi sromotnie przegrali i dopiero pomoc Rosji wymusiła na Gruzinach wycofanie się. Ale o tym lepiej nie przypominać, liczy się ostateczny wynik.

Lenin w kołchozie

W drodze na północ zatrzymuję się w Nowym Afonie. Pod koniec XIX w. mnisi z greckiego Athos założyli tu monastyr, który stał się centrum abchaskiego życia religijnego. W ślad za zerwaniem więzów politycznych z Gruzją, Abchazi, nawiązując do kiedyś posiadanego katolikosatu, jednostronnie powołali własny autokefaliczny Kościół. Lśniące daleka złote kopuły ufundował Patriarchat Moskiewski.

Abchaski interior sprawia przygnębiające wrażenie. Trafiam do wioski Depresz za Gudautą. Wiezie mnie się autobus pamiętający jeśli nie Stalina, to na pewno Chruszczowa. Przy jakieś stacji benzynowej i sklepie kierowca informuje, że to centrum wioski i dalej już nic nie ma. Błąkam się, by dotrzeć do centrum dawnego życia w tej wsi –  kołchozu. W jego centralnym punkcie sołdat i pomnik ku czci bohaterów lat 1936-39, 1941-45 i 1992-93, zaś tuż obok Włodzimierz Ilicz Lenin we własnej postaci. Wchodzę do centrum kultury. Z prawej niedziałająca biblioteka, niedziałający punkt medyczny, z lewej działający (jak się później okazało) gabinet naczelnika wioski. Na wprost salka posiedzeń ozdobiona twarzami chłopców z tej wioski, którzy poszli na front. Dalej jeszcze ciekawiej: sala niemalże kongresowa będąca miejscem najznakomitszych apeli, przedstawień czy rocznicowych obchodów. Salę zdobią cytaty klasyków: Marksa („Praca podstawą bogactwa narodów”) i Lenina („Kultura przynależy narodowi”). Gdy wychodzę, naczelnik wioski opuścił wreszcie swój gabinet by oficjalnie się przywitać. Na moje pytanie, czy Lenin, którego widzimy, to ostatni taki zachowany okaz w okolicy, odpowiedział, że przecież w każdym mieście i miasteczku tego państwa stoi ów wielki człowiek i pokreślił, że w Suchumie też. (widocznie naczelnik ostatni raz był w Suchumie przed wojną, pomnik Lenina sprzed gmachu administracji usunęli jeszcze Gruzini w 1992 r.).

Jadę jeszcze do Gudauty. Sanatorium, o którym wspominał Górecki swojej książce, jeszcze stoi, ale w stanie jakby 20 lat temu miał on w nim być ostatnim gościem. Morze jest dziś wyjątkowo wzburzone.

Sąsiedzi z południa, sąsiedzi z północy

Protesty społeczne, które wiosną doprowadziły do obalenia prezydenta Ankwaba (wśród zarzutów m.in. malwersacje rosyjskich subsydiów), nie mogły stać się kolejną kolorową rewolucją w regionie. Nie to miejsce, nie ten czas. Abchazja pozostaje pionkiem na geopolitycznej szachownicy Południowego Kaukazu i świata poradzieckiego w ogóle. Nowy prezydent (i były premier) w kampanii eksponował hasło „Kraj potrzebuje przemian”, ale pytany o stosunki z Rosją, opowiadał się za zachowaniem status quo. Nic innego Abchazom nie pozostało. Po wojnie w 2008 r. stało się przynajmniej jasne, że Gruzja tu już nie wróci. Pod płaszczykiem Rosji rozkwitać będzie abchaska „państwowość”.

W budce odpraw na granicy wiedzę o świecie kształtuje Rossija24. – I co, Polak, na Krymie chcą do Rosji, dobrze chyba, nie? – Rosyjski celnik znów wertuje mój paszport. Mówię, że nie śledzę polityki. Wolę się nie znać. Myślę sobie wtedy, że przez 20 lat Krym mógł rozwijać się w relatywnym spokoju, a teraz może czekać go porównywalny z abchaskim zastój. – No, masz tę wizę. – Oddaje karteczkę otrzymaną przeze mnie w „MSZ”. – Weź, eta suwienir. Parę kroków dalej czeka już bryczka na gruziński brzeg.

Informacje praktyczne:

Dojazd

Najwygodniejszy (i najtańszy) transport do Gruzji zapewnia Wizzair, kursujący do Kutaisi z Katowic i Warszawy. Lotnisko usytuowane jest przy głównej drodze łączącej Tbilisi z Batumi. By dostać się do Zugdidi (ostatniego miasta Gruzji właściwej przed Ingurem, ok. 100 km) wystarczy przejść ulicę i zatrzymywać kolejne busiki (marszrutki) w interesującym nas kierunku (drogi do Zugdidi i nad morze rozchodzą się 60 km za lotniskiem). Koszt przejazdu to ok. 7 lari (ok. 13 zł). Z centrum Zugdidi (targ) regularnie odjeżdżają marszrutki do posterunku na granicy (ok. 10 km, 1 lari). Dla większej grupy korzystne może być wynegocjowanie sobie taksówki z lotniska na samą granicę (40-50 lari za kurs).

Niezbędne dokumenty 

Jeżeli nie jesteśmy obywatelami państw WNP albo np. Vanuatu lub Nikaragui, do wjazdu na teren Republiki Abchazji wymagana jest wiza. By ją otrzymać, należy wypełnić podanie o wydanie wizy (w języku angielskim lub rosyjskim) dostępne na stronie „MSZ” (http://mfaapsny.org/) i odesłać je. Po kilku dniach otrzymamy zwrotną wiadomość z pozwoleniem na wjazd na teren Republiki. Nie jest to jeszcze właściwa wiza. Z otrzymanym dokumentem musimy stawić się w „Ministerstwie” w Suchumi w terminie trzech dni roboczych od przekroczenia granicy (ul. Sacharowa 33) i uiścić opłatę w banku za rogiem (równowartość 10 USD). Dopiero z tym dokumentem możemy opuścić Abchazję. Z uwagi na godziny pracy urzędów, niemożliwa jest dwudniowa wizyta weekendowa.

Noclegi

Podobnie jak na całym poradzieckim Wschodzie, największe znaczenie dla polskiego turysty ma sektor prywatny. W Suchumi nocleg w pokojach gościnnych urządzonych z myślą o turystach można znaleźć za 400 rubli.

Transport

Po głównej abchaskiej magistrali z Psou do Inguru dość regularnie kursują marszrutki. Teoretycznie według ściśle ustalonych rozkładów, często jednak ruszają, gdy tylko zbierze się komplet pasażerów. Duma abchaskich kolei – pociąg do Moskwy – odjeżdża tylko w sezonie i to dość nieregularnie.

Paweł Sobik *doktorant w Instytucie Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego

stat4u