Czy „Wołyń” zbuduje most porozumienia?

Czy „Wołyń” zbuduje most porozumienia?

Paweł Terpiłowski* Instytut Studiów Międzynarodowych UWr

- kategorie: Kultura, Polityka, Społeczeństwo

 

„Kresowian zabito podwójnie: raz przez ciosy toporem, drugi raz przez przemilczenie” – tymi słowami Jana Zaleskiego, ojca ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, otwiera się nowy film Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”. Jako obraz stawiający pewien fundament prawdy oraz hołdu wobec ofiar, przyczynić się ma – przynajmniej w zamyśle autorów – do budowy kolejnych mostów na dzielącej Polaków i Ukraińców rzece niezgody historycznej. Kontrowersje, jakie budzi film tak w Polsce, jak i na Ukrainie, każą z dużą dozą ostrożności podchodzić do tej myśli. Jaki jednak w istocie jest „Wołyń” i co z niego wynika dla relacji polsko-ukraińskich?

 

Bohaterów opowieści poznajemy podczas obszernej sekwencji obrazującej polsko-ukraińskie wesele. Na kanwie rozmów biesiadników film stara się również nakreślić historyczne tło relacji dwóch narodów na wołyńskiej prowincji pod koniec lat 30. XX w. Rozwiązujące się wraz z kolejnymi kieliszkami wódki języki bohaterów ukazują bolesną kronikę krzywd, jakie społeczność ukraińska doznaje z rąk władającej Wołyniem polskiej administracji. Jest mowa o niszczeniu ukraińskiej edukacji, o upokarzających wobec Ukrainek „ułańskich tulipanach” stanowiących ulubioną rozrywkę polskich junaków czy wreszcie o fizycznej destrukcji cerkwi. Szkoda jednak, że w znaczącej części szowinistyczna akcja polonizacyjno-rewindykacyjna przeprowadzona przez władze II RP w 1938 r. stanowi ledwie wzmiankę, szczegół, który w toku całego filmu łatwo przeoczyć. Brakuje w tym miejscu krótkiego komentarza wobec toczonych dyskusji, na przykład wymownej sceny modlitwy czy skrytego nabożeństwa odprawianych w ruinach zniszczonej przez Polaków cerkwi.

 

W trybach wielkiej polityki

 

Przyjęty model narracji nie przekazuje również widzowi wielu informacji o dziejącej się w tle wielkiej polityce. Widzimy bowiem życie prostych chłopów, dla których głównym wyznacznikiem są zmieniające się pory roku i związana z nimi organizacja życia wiejskiego. Światowa polityka dociera na Wołyń razem z kolejnymi formami narzuconej okupacji: najpierw niemieckiej, później sowieckiej. Wraz z nadejściem Niemców w mieszkańcach wsi (tak Polakach, jak i Ukraińcach) w pełni odżywają antysemickie demony. Pozycja Żydów w strukturze społecznej wsi jest tragiczna, a próby ukrywania ich przed hitlerowcami są chlubnymi wyjątkami. Nie wszystkie z nich są zresztą czynione ze szlachetnych pobudek. Władza sowiecka jest znacznie łagodniejsza w porównaniu z Niemcami. Nie angażuje się w tak brutalny sposób w życie wsi, skupiając się na mozolnym budowaniu zaplanowanego porządku komunistycznego na drodze m.in. programu ateizacji dzieci w szkołach.

 

Wizerunek UPA

Wojciech Smarzowski na każdym kroku podkreślał, że Wołyń nie jest filmem antyukraińskim, ale antynacjonalistycznym. Nie jest to jednak wyraźnie dostrzegalne w samym dziele. Wydźwięk filmu jest raczej nie tyle antynacjonalistyczny, co antyupowski. Film nie naświetla bowiem politycznych koncepcji OUN oraz idei stojących za pomysłem organizacji masowych mordów na Polakach, ograniczając się do banalnej i zdecydowanie niesatysfakcjonującej kwestii konieczności budowy „samostijnej Ukrajiny”. UPA sportretowana jest w dość zanonimizowanej formie bohatera zbiorowego, którego główną przesłanką do działania jest bezgraniczna nienawiść do wszystkiego co polskie. Film nie przedstawia również w sposób kompleksowy aktywności bojowej Ukraińskiej Powstańczej Armii, skupiając się na antypolskim wymiarze jej działalności. W rzeczywistości UPA aktywnie zwalczała każdego, kogo uznawała za okupanta ukraińskiej ziemi. Obok Polaków byli to również Sowieci, a od pewnego momentu także Niemcy. Film mocno podkreśla fakt kolaboracji z III Rzeszą ukraińskiego podziemia, które żywiło gorącą nadzieję na budowę lojalnego wobec Hitlera, acz niepodległego państwa ukraińskiego. Architekci niekonsultowanego z Hitlerem projektu ukraińskiej państwowości, z Jarosławem Stećko i Stepanem Banderą, znaleźli się jednak w wyniku swojej działalności w obozach koncentracyjnych, a Gestapo przeprowadziło falę aresztowań, która dotknęła nawet 80% działaczy OUN, o czym film zupełnie milczy. Zupełnie pominięta jest również antysowiecka działalność UPA, stanowiąca na dzisiejszej Ukrainie fundament systemowej gloryfikacji tej formacji.

Z uwagi na niedostateczne nakreślenie w tym obrazie historycznego tła, tak w kwestii politycznej ideologii stojącej za działaniami OUN/UPA, jak i w sprawie przypadków systemowej dyskryminacji wymierzonej w społeczność ukraińską, w przełomowym momencie filmu niezbyt jasna jest realna motywacja i przyczyny tak okrutnego zachowania Ukraińców. Bezmyślna nienawiść, która zdaje się żywić i napędzać do działania UPA, staje się w pewnej chwili również udziałem strony polskiej. Akcja odwetowa jest w zasadzie lustrzanym odbiciem okrucieństwa zadawanego przez Ukraińców. Zdecydowanej krytyce film poddaje rolę polskiego podziemia. Skupione na tajnych naradach i posiedzeniach, w chwili próby okazuje się całkowicie nieprzygotowane do ochrony cywili przez bandami wyposażonymi w widły i inne narzędzia rolnicze, co z wyrzutem stwierdza główna bohaterka filmu.

 

Przemilczany przez Kijów

 

Wołyń jest filmem wiernie przedstawiającym dramat hekatomby zadanej Polakom na Kresach. Nie jest on jednak filmem oddającym w sposób rzetelny historyczny całokształt relacji polsko-ukraińskich okresu II wojny światowej. Z tego względu nie może on mieć pojednawczego wymiaru dla współczesnych stosunków na linii Warszawa-Kijów. Aktualne wydarzenia na Ukrainie, na czele z odwołaniem projekcji filmu w siedzibie Instytutu Polskiego w Kijowie, każą sądzić, że przyjętą przez władze ukraińskie strategią, będzie przemilczenie obecności filmu w debacie. Czy w takim razie możliwa jest budowa kolejnych mostów porozumienia? Na drodze ku temu stoi obecnie zbyt obszerny protokół rozbieżności pomiędzy stroną polską a ukraińską. Nie do pogodzenia w ramach jakiegokolwiek kompromisu jest bowiem dysonans pomiędzy powszechną w polskim dyskursie narracją „ludobójczą” a dominującą na Ukrainie koncepcją symetrii win i odpowiedzialności, zamkniętą w ramy „polsko-ukraińskiej wojny”.

fot. kadr z filmu