Dwie prawdy o Aleppo

Dwie prawdy o Aleppo

Grzegorz Małyga

- kategorie: Polityka, Społeczeństwo

Kolejne doniesienia z linii frontu przynosiły w grudniu informacje o zajęciu przez wojska rządowe Baszara al-Asada coraz większej części syryjskiego miasta Aleppo. Stan posiadania przeciwników reżimu kurczył się w oczach. Walki trwały, a w tym czasie zachodni politycy, media oraz eksperci (a często także „eksperci”) zgodnym niemal chórem rozpaczali nad pogarszającym się położeniem „rebeliantów”, często jednak zupełnie bezkrytycznie podchodząc do roli, jaką odegrali oni w tym konflikcie, i zapominając, skąd wywodzi się wielu spośród uzbrojonych bojówkarzy.

Aby zachować równowagę, pisząc o konflikcie w Syrii, trzeba oczywiście pamiętać, że nieodłączną częścią reżimu Al-Asada były przez wiele lat tortury, egzekucje, długoletnie kary w tajnych więzieniach i strach przed wszechobecnymi służbami specjalnymi. Trzeba pamiętać o zniszczeniach, jakich armia rządowa dokonała w kraju po tym, jak część Syryjczyków zbuntowała się przeciw reżimowi, i o czystkach przeprowadzanych przez podległe Al-Asadowi milicje. Czy ma to jednak oznaczać wymazanie z pamięci tego, że duża część oddziałów broniących pod koniec 2016 r. Aleppo to – w sensie zarówno ideowym, jak i organizacyjnym – spadkobiercy terrorystów, którzy 11 września 2001 r. rozbijali samoloty pasażerskie o wieże World Trade Center i budynek Pentagonu? warte uwagi

Nieprawdziwa opowieść

Choć w siatce skomplikowanych powiązań między syryjskimi i irackimi organizacjami islamistycznymi często niełatwo się rozeznać, a poszczególne grupy potrafią co kilka lat zmieniać swoją nazwę, to pewne fakty powinny być proste do wychwycenia. Zaciekle broniąca Aleppo organizacja Dżabhat Fath asz-Szam (która tą nazwą posługuje się dopiero od lipca tego roku) to dawny Front an-Nusra (Dżabhat an-Nusra), który powstał jako syryjska odnoga Al-Qa’idy. Mamy więc tutaj do czynienia z jednymi z najokrutniejszych i najbardziej bezwzględnych bojówek na Bliskim Wschodzie o złej sławie sięgającej przecież zachodnich gabinetów politycznych i newsroomów. Dlaczego więc, podczas gdy w przypadku podobnego wydarzenia, jakim jest próba odbicia irackiego Mosulu, tyle mówi się o brutalności broniącego się tam Państwa Islamskiego, postępowanie islamistów walczących w Aleppo często zbywane jest na Zachodzie niezrozumiałym milczeniem?

Wieloletni korespondent bliskowschodni „The Independent” Robert Fisk opisuje tę sytuację w kategoriach „opowieści o heroizmie, demokracji i cierpieniu” i utkanej dla nas narracji o walce dobra ze złem. Niestety, opowieści nieprawdziwej choć niewątpliwie mającej dużą siłę oddziaływania.

Zmiana podejścia

Aby opisać tragiczne położenie mieszkańców Aleppo, Fisk przytacza swoje spotkanie z muzułmańską rodziną uciekającą z pogrążonego w walkach miasta i pisze o egzekucji, która grozi za sprzeciwienie się rebeliantom i krytykowanie ich postępowania, narażającego cywilów na bombardowania. Natomiast kiedy już prawie całe miasto było w rękach sił rządowych, ton zmieniły również organizacje humanitarne, w tym także agendy ONZ. Wyczuwając nieuchronną klęskę rebeliantów, zaczęły kierować w ich stronę pierwsze słowa krytyki i opisywać zadawane cywilom okrucieństwa. Jednak czy aby nie za późno?

W innej rozmowie korespondent „The Independent” od syryjskich żołnierzy słyszy, że mają oni nadzieję, iż oddziały Państwa Islamskiego wyrwą się z Mosulu, by ponownie zaatakować siły reżimu Baszara al-Asada. Nie da się ukryć, że ich życzenia zaczęły się spełniać. Syryjska armia, związana działaniami w rejonie Aleppo, nie była w stanie utrzymać znajdującej się po przeciwnej stronie kraju Palmiry. Historyczne miasto, w którym przecież jeszcze niedawno istniała rosyjska baza, a wyzwolenie z rąk PI świętowano koncertem rosyjskiej orkiestry wojskowej w starożytnych rzymskich ruinach, ponownie wpadło w ręce islamistów.

Walki trwały, a w tym czasie zachodni politycy, media oraz eksperci (a często także „eksperci”) zgodnym niemal chórem rozpaczali nad pogarszającym się położeniem „rebeliantów”, często jednak zupełnie bezkrytycznie podchodząc do roli, jaką odegrali oni w tym konflikcie, i zapominając, skąd wywodzi się wielu spośród uzbrojonych bojówkarzy

Chociaż miasto to ma duże znaczenie tak dla Syryjczyków, jak i dla Rosjan, to jest ono przede wszystkim symboliczne, a nie militarne. Al-Asad odzyskał już najważniejsze ośrodki miejskie w kraju, zaś Palmirę może odbić w drugiej kolejności. W całej tej sytuacji najbardziej zastanawiający jednak jest fakt, że przemierzające pustynię wojskowe kolumny z tysiącami bojowników Państwa Islamskiego (zmierzające od strony Mosulu, Raqqi i Deir Az-Zaur) – choć ciągnęły za sobą długie pióropusze pustynnego pyłu, widoczne z daleka – umknęły czujnym oczom amerykańskich satelitów i dronów. Chwilowe zaćmienie, czy raczej celowe odwrócenie głowy? tutaj warto wejść

Upadek czy odzyskanie?

Zdobycie Aleppo przez siły wierne Al-Asadowi jest w światowych mediach określane różnymi wyrażeniami: dla większości jest to „upadek” miasta, podczas gdy jedynie nieliczni mówią o jego „odzyskaniu” (choć w tym samym czasie, w odniesieniu do Palmiry, można usłyszeć właśnie o „odzyskaniu przez Państwo Islamskie”). Z pewnością może to być przełomowe wydarzenie w trwającej już niemal sześć lat wojnie domowej. Skąd jednak u polityków, dziennikarzy i różnej maści ekspertów tak duża ilość przekłamań, przemilczeń i słownej ekwilibrystyki? Dlaczego tak często stosują oni podwójne standardy, nie zważając na oczywiste fakty? Sprawa wydaje się pozornie skomplikowana, jednak, powtarzając za Robertem Fiskiem, można pokusić się o odpowiedź jednym słowem: pieniądze.

fot. wikipedia.org