Wiosna konserwatyzmu

Wiosna konserwatyzmu

Wojciech Jezusek

- kategorie: Polityka

 „Lewica nie ma z kim przegrać” – to popularne jeszcze kilka lat temu na Zachodzie twierdzenie traci moc w kontekście niedawnych wyborów w Stanach Zjednoczonych oraz wydarzeń w Europie. Czy obserwujemy właśnie powrót do idei konserwatywnych będących po zakończeniu zimnej wojny w wyraźnej defensywie? Warto zwrócić uwagę na kilka faktów.

Gdy w 2010 r. na Węgrzech wybory wygrał reprezentujący prawicę Viktor Orbán, świat zachodni natychmiastowo wyraził swoje zaniepokojenie przyszłością tego kraju, ale również wizerunkiem Unii Europejskiej z „faszystą” w swoich szeregach. „Die Welt” nazwał nawet Węgry „Führerstaat”, co miało obrazować nastawienie tamtejszych elit do zmian dokonanych przez Madziarów. Równocześnie stery rządów w Wielkiej Brytanii przejął lider Partii Konserwatywnej David Cameron opowiadający się za większą suwerennością swojego kraju w strukturach Unii Europejskiej.

Jednak wówczas na Starym Kontynencie były to jedynie białe plamy na tle lewicowo-liberalnych rządów w większości pozostałych państw. Niewielu zatem sądziło, że zapoczątkowanej kilka dekad temu rewolucji kulturalnej ktoś będzie mógł się realnie przeciwstawić. Tym bardziej, że wybrany w 2008 r. na prezydenta USA Barack Obama wraz ze swoją administrajcą ostro skręcił w lewo, co na całym świecie dodawało argumentów zwolennikom liberalnego modelu społeczeństwa.

Nakładała się na to kondycja samej prawicy. Środowiska konserwatywne w niemal wszystkich państwach Zachodu były rozbite i podzielone na wiele frakcji, które nie zawsze potrafiły znaleźć wspólny język. Ruch, który jeszcze w okresie zimnowojennym charakteryzował się jednością, stracił z pola widzenia swojego głównego wroga – komunizm – i zatracił się w żywiole popkultury, dając się zepchnąć do pozycji drugoplanowej. ciekawa strona

Zachowanie pryncypiów

Często jednak to, co jest siłą jakiejś organizacji, po pewnym czasie przeradza się w jej słabość, czego być może jesteśmy świadkami na lewicy. Zuchwałe poczucie tryumfu wśród liberałów przynosi ideom prawicowym stopniowy powrót na salony, czego pierwszy akt obserwujemy w krajach Zachodu. Istnieje teoria, że wszelkie ruchy polityczne i intelektualne, podobnie jak całe narody, funkcjonują w ramach powtarzalnych cykli. Zgodnie z nią cywilizacje przechodzą od barbaryzmu do form bardziej rozwiniętych, które z czasem popadają w zepsucie i upadają. Wielu twierdzi, że rewolucja lewicowa właśnie zbiera owoce swoich działań, które objawiają się zepsuciem moralnym zachodnich społeczeństw, natomiast konserwatyzm wchodzi w powstającą lukę, rozpoczynając ponownie swój cykl. Pytanie, czy prawica w naszym kręgu cywilizacyjnym zaczyna odradzać się na nowo, podczas gdy liberalno-lewicowa ideologia wkracza w erę schyłku, pozostaje jednak nadal otwarte.

To właśnie regulowanie i kontrolowanie życia obywateli w najdrobniejszych szczegółach, odbieranie prawa głosu czy marginalizowanie grup społecznych, które jest coraz bardziej widoczne w Unii Europejskiej ożywiło wśród zwolenników idei konserwatywnych ducha sprzeciwu, który z każdym rokiem poszerza się o nowe grono osób

Pierwszym, co przychodzi na myśl i działa na korzyść konserwatystów, jest stałość poglądów w sprawach fundamentalnych: szacunku dla życia ludzkiego, poszanowania rodziny i tradycyjnych wartości, wolnorynkowej konkurencji czy zapewnienia przez państwo bezpieczeństwa swoim obywatelom. Natomiast w tym samym czasie różnego rodzaju intelektualni marksiści, ideolodzy socjalizmu i zwolennicy relatywizmu przeszli zmianę, głosząc hasła inne niż te, które leżały u podstawy ich ruchu. Przejawia się to m.in. w odejściu od spraw socjalnych na rzecz walki o kwestie moralne i światopoglądowe (antychrześcijańskość, multikulturalizm, itp.), co jest zarówno ich słabą, jak i mocną stroną.

Drugą sprawą jest – wspomniana już – zuchwałość polityków lewicy, którzy po wydarzeniach ostatnich dziesięcioleci (rewolucja seksualna, upadek komunizmu) i chaosie w szeregach konserwatystów zaczęli wdrażać rozwiązania, które coraz częściej są kontestowane przez pojedyncze środowiska, jak i całe społeczeństwa poszczególnych państw. To właśnie regulowanie i kontrolowanie życia obywateli w najdrobniejszych szczegółach, odbieranie prawa głosu czy marginalizowanie grup społecznych, które jest coraz bardziej widoczne w Unii Europejskiej ożywiło wśród zwolenników idei konserwatywnych ducha sprzeciwu, który z każdym rokiem poszerza się o nowe grono osób.

Praca u podstaw?

Środowiska głoszące tradycyjne wartości mają jednak przed sobą zadanie długofalowe i nie tyle chodzi o działania polityków, co przede wszystkim o grupy oddolne. Największym przeciwnikiem prawicy wydaje się obecnie być postępująca globalizacja ze wszystkimi swoimi następstwami (multikulturalizm, migracja, kosmopolityzm itp.). Osłabia to przywiązanie do tradycyjnych wartości i sprzyja głosicielom ideologii lewicowej/marksistowskiej. Obecnie konserwatyzm nie walczy jednak z samym globalizmem, ale ze skutkami, które on wywołuje. Jest to zadanie złożone i nawet mądrze zaplanowane przyniesie efekt dopiero w następnych pokoleniach. Metoda działania jest jednak podobna do tej, którą przyjęli marksiści w latach powojennych, a mianowicie kształtowanie kultury.

Podobnie jak w USA, tak i w Europie udało się stworzyć alternatywną sieć mediów, think-thanków, fundacji, szkół, kancelarii prawniczych czy różnego rodzaju organizacji, które promują wartości konserwatywne. Na uwagę zasługuje chociażby założona w 2013 r. organizacja CitizenGo opierająca swoją działalność na chrześcijańskiej antropologii. Działa w kilkunastu językach, a jej petycje docierają do ponad 50 krajów na całym świecie, aktywizując około 5 mln osób. Podobne organizacje, zarówno o zasięgu międzynarodowym, jak i krajowym, działają w większości państw Europy. W Polsce od kilku lat funkcjonują m.in. Reduta Dobrego Imienia, Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris czy Fundacja Pro – Prawo do życia, a także wiele innych.

To właśnie pobudzenie obywateli i promowanie ideologii prawicowej z równoczesnym popadaniem w marazm ludzi lewicy sprawia, że obecnie zmiana świadomości i sprzeciw wobec modelu społeczeństwa promowanego przez elity zachodnie zaczyna być również widoczny na poziomie politycznym, co uwidacznia się w zwiększonym poparciu dla prawicowych partii politycznych w wielu krajach Zachodu.

W 2016 r. najbardziej jaskrawymi tego przykładami było referendum ws. Brexitu i wybór Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych. W samej tylko Europie proces ten przybiera coraz bardziej dynamiczną formę i to, co jeszcze 3-4 lata temu wydawało się dla sympatyków lewicy niemożliwe, dzisiaj przybiera coraz bardziej realne kształty, i jeżeli proces będzie postępował, to wkrótce unijni eurokraci stracą kontrolę i instrumenty do karcenia „krnąbrnych” państw.

Prawica powraca

Kryzys lewicowej Unii stał się faktem. Już teraz w ramach UE coraz większego znaczenia nabiera Grupa Wyszehradzka, dążąca do realizacji swoich celów. Po ostatnich wyborach w Polsce zmieniły się nasze wektory polityki zagranicznej, dlatego przerzucono akcenty z Trójkąta Weimarskiego właśnie na ściślejszą współpracę w ramach Grupy Wyszehradzkiej, na co od kilku lat czekały Czechy, Słowacja i Węgry, z którymi mamy więcej punktów wspólnych, niż z Niemcami i Francją. Chęć dołączenia do grupy V4 wyraził w kampanii wyborczej niedoszły prawicowy prezydent Austrii Norbert Hofer, co świadczy o wzroście znaczenia Grupy. Mimo że poległ w walce o fotel prezydencki, jego kandydatura mocno uderzyła we wpływy Brukseli. Hofer otwarcie opowiada się bowiem za większą samodzielnością państw w ramach UE, reprezentując przy tym nastroje antyimigranckie, co jest znaczącą zmianą na austriackiej mapie politycznej.

Jego opinie podziela również Bawaria, która zyskała sojusznika w kontekście zaostrzającego się sporu z CDU w kwestii przyjmowania uchodźców. Dodatkowo pozycję Angeli Merkel osłabia powoli, lecz stale rosnąca popularność Alternatywy dla Niemiec (AfD) sprzeciwiającej się polityce pani kanclerz. AfD wygrała nawet lokalne wybory w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, co dla Merkel jest złym prognostykiem przed wyborami krajowymi. Wszystko wskazuje na to, że mimo wygranej, pozycja Merkel nie będzie już tak mocna jak dotychczas, a to znacząco uderzy w lewicę w całej Europie.

Walka o głosy jest jeszcze bardziej widoczna we Francji, czyli drugim najsilniejszym państwie w Unii Europejskiej, gdzie coraz więcej zwolenników zyskuje nacjonalistyczny Front Narodowy, na którego czele stoi Marine Le Pen, kandydatka na prezydenta Francji w przyszłorocznych wyborach. Głosi otwarcie hasła antyunijne i narodowe, co przyniosło jej wielu zwolenników. Jej centroprawicowy konkurent François Fillion również odrzuca wizję Francji jako społeczeństwa multikulturowego, chcąc równocześnie zapanować nad falą imigracji i islamem. We Francji sytuacja zatem zmieni się zatem diametralnie w porównaniu do obecnej, pozostawiając Merkel „ostatnim bastionem” liberalnej demokracji. Brak współpracy Berlina z Paryżem może być początkiem końca obecnej formuły UE. Wstrząs może nastąpić również w Holandii, gdzie konserwatywna Partia Wolności ustępuje w sondażach tylko jednej partii. Jej lider otwarcie nawołuje do „europejskiej wiosny wypełnionej patriotyzmem”. Większą rolę prawica może odgrywać również w ultralewicowej Szwecji, gdzie zarówno Carl Bildt, jak i nacjonalistyczni Szwedzcy Demokraci zyskują coraz więcej sympatyków.

Brak współpracy Berlina z Paryżem może być początkiem końca obecnej formuły UE

Wydaje się, że gdyby nie oderwanie od problemów społeczeństw i podejmowanie działań, które niekoniecznie są na rękę zwykłych obywateli, partie lewicowe miałyby znacznie większy stan posiadania niż obecnie. Politycy lewicy zbyt mocno odeszli od prawdziwych problemów narodów, które reprezentują, by uchodzić za wiarygodnych reprezentantów swoich społeczeństw. To przejawia się w podejmowanych przez nich niepopularnych decyzjach, co równocześnie przymnaża zwolenników ich konkurentom.

Okazało się, że wygrana Orbána w 2010 r. na zapomnianych przez wszystkich Węgrzech oraz tryumf Camerona w Wielkiej Brytanii były jedynie początkiem tego, co obserwujemy do dnia dzisiejszego. Już rok później prawicowo-konserwatywna partia sformowała rząd w Hiszpanii. Następne lata to znaczny wzrost poparcia dla podobnych ugrupowań w kilku innych państwach, w których albo wygrały, albo znacząco zwiększyły swój elektorat. Mowa tu o Austrii, Danii, Francji, Grecji, Holandii, Polsce, Szwecji czy Włoszech, a ma to swoje odzwierciedlenie również w składzie osobowym Parlamentu Europejskiego. Nawet jeżeli partie w wymienionych tu państwach nie otrzymają większości w następnych wyborach, to rządy tych krajów będą musiały liczyć się z tymi ugrupowaniami w stopniu większym niż dotychczas.

W kontekście tego pojawiają się głosy, że w zależności od wyników w dwóch najsilniejszych państwach UE – Francji i Niemczech – oraz ogólnej sytuacji w UE możemy być świadkami początku końca liberalnego modelu globalizacji, co będzie mocnym ciosem dla zwolenników idei lewicowych i multi-kulti. Już teraz głosiciele Europy regionów raczej nie mogą liczyć na ziszczenie się ich marzeń, ponieważ nie wygrywają na razie konkurencji z ruchami narodowymi w większości krajów. Dalej jednak do ciekawych wydarzeń może dojść w Hiszpanii, gdzie zarówno Katalończycy, jak i Baskowie chcą uniezależnienia się od Madrytu. Podobnie może być w relacjach między Szkocją i Zjednoczonym Królestwem, co może przysporzyć propagatorom Europy regionów nowych argumentów.

Na lewej stronie ciągle nie milkną również głosy nawołujące do przymusowego przyjmowania uchodźców, promowania eugeniki i rugowania chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej, co w kształtowanych w ostatnich dekadach przez marksistów społeczeństwach nadal jest przyjmowane z dużym entuzjazmen. To pokazuje, że prawdziwa rywalizacja pomiędzy konserwatyzmem a lewicą wkracza w nową fazę, a prawica nadal musi pracować nad tym, by tchnąć prawdziwą nadzieję na zmianę sytuacji. Tym bardziej, że przegrana od wygranej leży bardzo blisko.