To ludzie budują mosty, czyli o „Wołyniu” raz jeszcze

To ludzie budują mosty, czyli o „Wołyniu” raz jeszcze

Jakub Bornio

- kategorie: Kultura, Społeczeństwo

Kiedy pod koniec 2015 r. kończyłem tekst analizujący kwestię rzezi wołyńskiej z perspektywy kryzysu ukraińskiego i zwracałem uwagę na konieczność pochylenia się nad problemem czerpania z tradycji ukraińskiego nacjonalizmu na „postmajdanowskiej” Ukrainie, perspektywa debaty, jaka dziś toczy się wokół tematyki zbrodni wołyńsko-galicyjskiej, była wręcz nierealna. Zupełnie nowego wymiaru nabrała ona po lipcowej Uchwale Sejmu ws. oddania hołdu ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II RP w latach 1943-1945, zaś spotęgowana została jeszcze dzięki filmowi Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”.

Konieczność przeprowadzenia takiego dyskursu, przede wszystkim na linii Kijów-Warszawa, wydawała mi się, i w dalszym ciągu wydaje, fundamentem, jaki musi zostać postawiony, jeżeli chcemy, aby partnerstwo polsko-ukraińskie przybrało formę rzeczywistą, a nie deklaratywną. Co istotne, debata ta nie powinna dotyczyć jedynie kwestii rzezi wołyńskiej, choć ta – ze względu na swoją specyfikę – jest dla przyszłych relacji polsko-ukraińskich sprawą absolutnie kluczową, ale również wspólnej historii w ogóle. Budowa dobrosąsiedzkich relacji nie może opierać się na kłamstwie ani przemilczeniu, a zwykłą przyzwoitością powinno stać się dążenie do pobudzenia wśród ukraińskiego społeczeństwa świadomości o odpowiedzialności nacjonalistów ukraińskich za zbrodnie na ludności cywilnej z czasów II wojny światowej. Ze zdumieniem przyjąłem zatem pewne fragmenty artykułu „Czy «Wołyń» zbuduje most porozumienia?” („Uniwersal.info”, nr 20) autorstwa Pawła Terpiłowskiego, z którym chciałbym wejść w polemikę, zaznaczając przy tym jednak, że znaczną część treści jego tekstu uważam za istotną z punktu widzenia dzisiejszych relacji polsko-ukraińskich.

Film fabularny to nie dokument

Lwia część artykułu P. Terpiłowskiego skupiona jest na krytyce obrazu Smarzowskiego, a główną linią argumentacji jest tu zarzut nieprecyzyjnie nakreślonego tła historycznego, społecznego czy politycznego filmowych wydarzeń.Nie skupiając się na indywidualnej interpretacji niektórych scen, jakiej dokonuje autor tekstu, sądzę, że oczekiwanie, iż„Wołyń” będzie dogłębną analizą sytuacji społeczno-politycznej województw południowo-wschodnich II RP z dodatkowym objaśnieniem ideologii ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, jego działań zbrojnych i wielu innych elementów, jest założeniem z góry błędnym oraz naiwnym z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze,„Wołyń” nie jest filmem dokumentalnym, tylko fabularnym, i oczekiwanie od reżysera zawarcia w nim tak mnogiej ilości elementów jest rzeczą nierealną.Nie można jednak zarzucić Smarzowskiemu, że nie stara się tego robić. To, co zostanie przez widzów wyciągnięte z tego obrazu, pozostaje jednak kwestią ich indywidualnego odbioru. Po drugie, tematem przewodnim filmu nie jest historia ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, lecz jego zbrodniczej akcji wymierzonej w ludność cywilną głównie polskiego pochodzenia. To dramat ludności jest głównym motywem filmu. Trudne do wyobrażenia jest, aby podobne argumenty były wysuwane wobec filmów poświęconych holokaustowi Żydów, które przecież także nie objaśniają ideologii narodowego socjalizmu czy działań wojennych prowadzonych przez Wehrmacht – nie porównując oczywiście tych dwóch tragedii.

Zbrodnia zawsze jest zbrodnią

We fragmentach, w których autor tekstu domaga się od Smarzowskiego wskazania motywów samej zbrodni lub jej podłoża ideologicznego, dopatruję się próby poszukiwania usprawiedliwienia dla działań UPA i pewnego rodzaju relatywizacji historii. Nawet gdyby przyjąć, że wspomniana w tekście akcja polonizacyjno-rewindykacyjna z 1938 r. i szowinistyczna polityka II RP stanowiły główne motywy ludobójczych działań ukraińskich nacjonalistów, nie usprawiedliwia to mordów na ludności cywilnej, która dodatkowo nie stanowiła przecież personifikacji władzy II RP. Przypomnę jedynie, że lokalni urzędnicy, służba wojskowa, leśna czy kolejowa zostali w większości deportowani przed rokiem 1943 na skutek represji ze strony ZSRR. Ponadto należy powątpiewać, czy np. myśl nacjonalistyczna Dmytro Doncowa lub plan eksterminacji ludności nieukraińskiej, wyrażony w „Ukraińskiej doktrynie wojennej” autorstwa Mychajło Kołodzinskiego, były inspirowane działaniami II RP.

Przede wszystkim antynacjonalizm

Autor artykułu „Czy «Wołyń» zbuduje most porozumienia?” podkreślił również, że „wydźwięk filmu jest raczej nie tyle antynacjonalistyczny co antyupowski”, zaznaczając wcześniej, że intencją reżysera było stworzenie obrazu antynacjonalistycznego. Konieczne jest tutaj drobne sprostowanie.

Zamiatanie sprawy pod dywan doprowadzi jedynie do eskalacji napięć

Wojciech Smarzowski w swoich wypowiedziach podkreślał, że „Wołyń” ma być filmem przeciwko „skrajnemu nacjonalizmowi”, rozumiejąc i wyraźnie zaznaczając różnicę między nacjonalizmem, a jego skrajnymi odmianami. W tym też sensie film, piętnując szaleńczą politykę ukraińskiego integralnego nacjonalizmu, ma jak najbardziej wydźwięk antynacjonalistyczny i nie ma tu żadnej sprzeczności z „antyupowskością”. Zarzut ten zatem wydaje się bezzasadny, zwłaszcza że sam autor zauważa, że „akcja odwetowa jest w zasadzie lustrzanym odbiciem okrucieństwa zadawanego przez Ukraińców”. Co więcej, w akcji, o której mowa, zamordowany przez Polaków zostaje sprawiedliwy Ukrainiec, który wcześniej nie pozwolił zabić własnej żony, Polki. Nie może w tym kontekście być mowy o „antyupowskości”.

Koniec milczenia

Powracając do współczesnego kontekstu międzynarodowego, który stał się punktem wyjścia dla tej polemiki, trzeba zaznaczyć, że „Wołyń” nie zbuduje „mostu porozumienia” na Bugu. To Polacy i Ukraińcy muszą rozpocząć jego budowę. „Wołyń” zwraca jedynie uwagę na problem, który nie zostanie rozwiązany przez przemilczenie i na tym polega główna siła filmu Smarzowskiego. Zamiatanie sprawy pod dywan doprowadzi jedynie do eskalacji napięć. To, przy próbie oparcia nowej tożsamości ukraińskiej na spuściźnie ukraińskiego nacjonalizmu, a także jawnych aktach gloryfikacji OUN, UPA oraz osób bezpośrednio odpowiedzialnych za mordy na ludności cywilnej, może doprowadzić do fizycznych przejawów wrogości. Świadomość o zbrodniczej działalności UPA wśród społeczeństwa ukraińskiego była znikoma i w dalszym ciągu stanowi margines. Film, mimo że – jak słusznie zauważa P. Terpiłowski – zostanie strategicznie przemilczany przez rząd w Kijowie, ma szansę rozpocząć pewien etap, pozwolić dostrzec realny problem i dać szansę do autorefleksji. wejdź tutaj

fot. materiały prasowe producenta