Silny głos z małego kraju

Silny głos z małego kraju

dr Paweł Sobik

- kategorie: Polityka

Gdy w 2006 r. chęć ubiegania się o reelekcję zgłosił urzędujący prezydent Arnold Rüütel, wielu Estończykom towarzyszyła obawa, że kolejne lata z wiekową głową państwa wywodzącą się z Partii Komunistycznej mogą być czasem zastoju. Wyrazicielem nadziei na prezydenta dobrze rozumiejącego wyzwania współczesnego świata był Toomas Hendrik Ilves – ówczesny europoseł, a wcześniej minister spraw zagranicznych i lider socjaldemokratów. Dziś możemy już powiedzieć, że przez 10 ostatnich lat nikt nie zrobił dla wizerunku tego niewielkiego kraju w świecie więcej niż on.

Zaciętą rywalizację między dwoma wizjami prezydentury rozstrzygnęła dopiero niewielka różnica głosów w Zgromadzeniu Elektorskim. Przekonując do siebie posłów i przedstawicieli władzy lokalnej, Toomas Hendrik Ilves został wybrany na trzeciego prezydenta Estonii od czasu odzyskaniu przez ten kraj niepodległości w 1991 r.

W garniturze arbitra

W systemie politycznym Estonii, dla prezydenta przewidziano rolę arbitra i reprezentanta na zewnątrz, realną władzę wykonawczą zachowując dla szefa rządu. Postanowienia ustawy zasadniczej okazały się garniturem skrojonym idealnie dla osobowości Ilvesa. Urodzony w rodzinie emigranckiej w Sztokholmie w 1953 r., odebrał solidne wykształcenie na amerykańskich uczelniach. Jego znakiem rozpoznawczym pozostaje akcent z New Jersey, właściwy dla absolwenta Princeton University. I podczas gdy Estonia dla wielu pozostaje przedmieściami Sankt Petersburga, bądź nic nie mówiącą nazwą jakiegoś dalekiego państwa, które trudno poprawnie wskazać na mapie, dzięki prezydentowi z zachodnią ogładą sprawy ważne dla tego państwa trafiały do agendy międzynarodowej.

Byłoby nieuczciwe sprowadzać umiejętności i doświadczenie prezydenta Ilvesa jedynie do jego idiomatycznego angielskiego bądź do muszek, które wybiera zamiast krawatów. Jednak amerykański styl życia, którego jest wyrazicielem – objawiający się m.in. w otwartości, przywiązywaniu wielkiej roli do rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i wspólnot lokalnych, propagowaniu troski o własne otoczenie i cały kraj – wyznaczał nowy standard w estońskiej polityce i życiu społecznym. Ilves spójnie łączył troskę o wzrost kapitału społecznego wśród mieszkańców państwa z upowszechnianiem w świadomości Europejczyków pozytywnego wizerunku Estonii. Jest symbolem naszych czasów, że aktywnie prowadzone konto na Twitterze (a trzeba dodać, że Ilves potrafi także programować), może zdziałać więcej niż najsprawniej prowadzona kampania reklamowa lub opasłe tomiszcza opracowań naukowych.

Sprawy, o które prezydent Ilves zabiegał, związane były przede wszystkim z zapewnieniem Estonii bezpieczeństwa, ale także z wykorzystaniem krajowego sukcesu transformacji do stworzenia pozytywnego obrazu państwa jako lidera informatyzacji, sektora e-usług czy funkcjonalnego inkubatora przedsiębiorczości. Pod tym względem Ilvesowi przypadła rola superambasadora, w którą fachowo wszedł. strona warta zobaczenia

Bałtycka jedność

Tematem, który również – umiejętnie wykorzystywany – mógł przyczynić się do większego zainteresowania Estonią w świecie, było życie prywatne prezydenta. W trakcie swojej drugiej kadencji Ilves rozwiódł się ze swoją drugą żoną i ożenił z młodszą o 24 lata ekspert ds. cyberbezpieczeństwa z Łotwy. Już po zakończeniu prezydentury, w listopadzie tego roku, przyszło na świat dziecko tej pary. Pogłębianie jedności państw bałtyckich, na czym Ilvesowi zawsze mocno zależało, przybrało zatem konkretny wymiar. Szum medialny wokół tego wydarzenia znacząco przekraczał nawet najbardziej przełomowe wizyty bilateralne prezydentów czy premierów.

O tym, jak ważną rolę Ilves odegrał w estońskiej polityce, najlepiej świadczy przebieg tegorocznych wyborów prezydenckich

Konstytucja Estonii przewiduje wybór prezydenta większością 2/3 głosów przez jednoizbowy parlament. W przypadku klinczu do posłów dołączają radni lokalni, tworząc Zgromadzenie Elektorskie. Żaden z zaproponowanych przez główne partie kandydatów nie był jednak w stanie wyjść poza macierzyste środowisko. Mniejszość blokująca uniemożliwiała wybór kolejnych kandydatów łącznie w 5 turach głosowania. Dopiero groźba niewyłonienia prezydenta przed zakończeniem kadencji Ilvesa zmusiła partie do rezygnacji z osobistych ambicji i poparcia bezpartyjnej (i do tej pory politycznie biernej) Kersti Kaljulaid. Gdyby nie istniejące ograniczenie liczby dozwolonych kadencji do dwóch, Ilves, podobnie jak w 2011 r., zostałby zapewne wybrany od razu w pierwszej turze głosowania.

Obiekt zazdrości z Estonii

Toomas Hendrik Ilves był najlepszym wyborem, jakiego estońscy elektorzy mogli dokonać w 2006 r. Jego prezydentura budziła pewnie w innych państwach zazdrość, gdyż siła głosu Estonii, dzięki prezydentowi, który umiejętnie potrafił go wzmacniać, znacząco przekraczała znaczenie państwa o liczbie ludności mniejszej niż Warszawa. Zapewne nie ma nikogo innego (i długo taki ktoś się nie pojawi), komu Estonia zawdzięczać może tyle dobrego. Sąsiednim krajom pozostaje tylko nadzieja, że dobra marka Estonii, to także dobra marka całego regionu od Tallinna po Adriatyk.

fot. World Maps