Burza w szklance wody

Burza w szklance wody

Michał Siekierka

- kategorie: Blog, Polityka

W dniu 20 stycznia przed Kapitolem w inauguracyjnym przemówieniu 45 prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump obiecywał, że interes USA będzie dla niego zawsze na pierwszym miejscu.

Dla wielu komentatorów i analityków politycznych zeszły piątek nie był zwykłym dniem przekazania władzy jednej administracji do drugiej, ale radykalną zmianą dotychczasowych standardów. Odwrotem od stabilności, kontroli, przewidywalności a w konsekwencji od bezpieczeństwa międzynarodowego, którego gwarantem był Waszyngton. „Dziś oddajemy władzę w ręce ludzi”. „Zbyt wiele lat inwestowaliśmy w gospodarki innych krajów kosztem własnej”. „Będziemy mieć dwie proste zasady: kupuj to co amerykańskie, zatrudniaj Amerykanów”. To jedne z najczęstszych przytaczany cytatów nowego rezydenta Białego Domu. Analogicznie jak w kampanii wyborczej u części budzą grozę i sprzeciw u innych radość i nadzieję. Dla mnie zaś były to tylko słowa – slogany.

Większość przemówienia to powtórzenie tez z trwającej przez półtora roku kampanii wyborczej, wypowiedziane bez wyborczych emocji i happeningowej otoczki. Między innymi, dlatego nie przywiązywałbym do nich szczególnej wagi. Trumpa jak każdego innego polityka poznamy po czynach nie słowach i przedwyborczych zapowiedziach. W tym kontekście warto przypomnieć emocje związane z zaprzysiężeniem w 2008 r. Baracka Obamy. Wówczas mieliśmy do czynienia z analogicznymi komentarzami. Dla zwolenników Johna McCaina nastąpił „koniec świata”, Ameryka „przestała być Ameryką”. Małe doświadczenie w polityce międzynarodowej Obamy nie mogło się równać doświadczeniu jego oponenta z Arizony (weteranowi wojny wietnamskiej). Więcej, sędziwemu McCainowi, osobie tak zasłużonej dla USA ta prezydentura „się należała”. Po stronie republikanów panował nastrój niesprawiedliwości wręcz oszustwa. U demokratów zaś triumfowała myśl rewolucyjna. Barack Obama miał być gwarantem nowej jakości. Oto pierwszy czarnoskóry prezydent, któremu nie były obce problemy zwykłych amerykanów, mniejszości narodowej tudzież ofiar systemu; miał doprowadzić do zasadniczej zmiany („change” czyli zmiana było przewodnim hasłem kampanii) i zażegnania społecznych patologii. Miał być blisko ludzi, działać wbrew lobby i interesom „białego” establishmentu. Nową jakość wieszczono również w stosunku do polityki zagranicznej. Zapowiedz likwidacji więzienia Guantanamo oraz krytyka wojennej retoryki Georga W. Busha, budziła zachwyt nie tylko wśród amerykańskich wyborców ale międzynarodowej opinii publicznej. Czy tak się stało? Czy prezydentura Obamy aż tak bardzo różniła się od prezydentury Busha?

Bliski Wschód podlegał dalszej destabilizacji i anarchii, Rosja rozbudzała w sobie zapędy ekspansjonistyczne, Chiny rosły w siłę o w Korei Północnej testowano kolejne bronie masowej zagłady. warto wejść tutaj

Efektem pacyfistycznej retoryki Obamy (nagrodzonej pokojowym Noblem) była redukcja arsenału nuklearnego do 1500 sztuk (w przypadku gdy wystarczy 1 bomba do całkowitej anihilacji przeciwnika, nie traktowałbym tego jako „stworzenia bezpiecznego świata”) oraz zastopowanie projektu tarczy antyrakietowej (ze szkodą dla Polski).

Zapoczątkowanie stosunków dyplomatycznych z Kubą w skali globalnej, a zwłaszcza dla Europy Środkowo – Wschodniej, na obecną chwilę pozostaje bez znaczenia. Innymi słowy, na straszenie czy zachwycanie się Donaldem Trumpem jest zdecydowanie za wcześnie. Pytana przez dziennikarzy Condoleezza Rice o „fatalny bilans rządów Busha” odpowiedziała, że sprawiedliwie ocenia jedynie historia, toteż do tej kwestii należy powrócić co najmniej za 50 lat. Wówczas jako zagorzały krytyk prezydenta Georga W. Busha, traktowałem tą odpowiedz jak ucieczkę od odpowiedzialności. Dzisiaj widzę, że w owym banalnym stwierdzeniu jest sporo racji. Toteż, pomimo kilku powyższych gorzkich opinii o Baraku Obamie, nie pokusiłbym się o całościowy bilans jego rządów. Część komentatorów podsumowało Trumapa zanim objął urząd (pocieszające jest to, że ich predykcje zwykle się nie sprawdzają). Dajmy nowemu prezydentowi szansę, tak jak każdy jego poprzednik, głosami swoich wyborców, zasłużył na nią.

 

 

fot.wikipedia.org