Wojna pomnikowa

Wojna pomnikowa

Michał Siekierka

- kategorie: Blog, Polityka, Społeczeństwo

Początek 2017 r. stał się burzliwym okresem w stosunkach polsko – ukraińskich. W nocy z 8 na 9 stycznia został zniszczony pomnik wzniesiony w miejscu byłej polskiej wsi Huta Pieniacka. Natomiast 25 stycznia zdewastowano Cmentarz Wojenny w Bykowni.

W oświadczeniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego czytamy: „To kolejny akt barbarzyństwa skierowanego przeciwko pamięci Tych, którzy utracili życie podczas II wojny światowej. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oświadcza, iż w powyższych sprawach pozostaje w stałym kontakcie z Ambasadą RP w Kijowie i Konsulatem Generalnym RP we Lwowie oraz z przedstawicielami rodzin ofiar zbrodni. Za pośrednictwem polskich placówek dyplomatycznych na bieżąco jesteśmy informowani o wynikach kolejnych etapów śledztw prowadzonych przez stronę ukraińską (…) Mamy świadomość, że dewastacja obydwu Miejsc Pamięci Narodowej ma za zadanie powstrzymać poprawę naszych wzajemnych relacji i poróżnić nasze Narody. Nie wykluczamy, że oba te zdarzenia mogą być elementem szerszej akcji, której przykłady odnotowaliśmy w ostatnich miesiącach również na terenie RP”. Niestety MKiDN nie wymienia jakie to akty wandalizmu miały miejsce w Polsce, więc trudno się do tego komunikatu ustosunkować. Nie mniej jednak, odczytuję to jako próbę budowania symetrii między wydarzeniami w Polsce i na Ukrainie, symetrii, która jest zawsze budowana w kłopotliwych sytuacjach na linii Warszawa – Kijów. Tego typu postawa, po raz kolejny, obnaża serwilizm kolejnych rządów RP w stosunku do „strategicznego partnera” na wschodzie. Większość Polaków zdaje sobie sprawę dlaczego Cmentarz Wojenny w Bykowni jest ważnym miejscem pamięci. To tzw. czwarty cmentarz Katyński, upamiętnienie miejsca spoczynku większości z 3435 obywateli polskich – ofiar sowieckiej Zbrodni Katyńskiej, więźniów (w tym wielu oficerów Wojska Polskiego) wywożonych przez NKWD na śmierć z więzień znajdujących się na terytorium ówczesnej tzw. Ukrainy Zachodniej. Na tej zbiorowej mogile nieznani sprawcy wymalowali napisy gloryfikujące OUN – UPA oraz SS – Galizien. Podobne malunki zostały umieszczone na resztkach pomnika z Huty Pieniackiej. Była to również bardzo ważna mogiła, o którą organizacje pożytku publicznego zabiegały wiele lat, upamiętniająca jeden z największych pogromów Polaków w byłym województwie tarnopolskim.

W 1943 r. Huta Pieniacka liczyła 172 numery mieszkań, 135 zagród i około 800 mieszkańców o narodowości polskiej. Osada miała okrągły kształt, znajdował się w niej wąwóz oraz wzniesienie na którym położony był kościół

W miejscowości funkcjonował oddział samoobrony, toteż od początku 1944 r. ludność z okolicznych wsi po walkach bądź pod groźbą napadu ze strony OUN – UPA przenosiła się do Huty Pieniackiej (schronienie znalazło tam również ponad 20 Żydów zbiegłych z getta). Liczba mieszkańców zwiększyła się w tym czasie do 1,5 tys. osób. W owym okresie napaście i prześladowania znacznie się nasiliły, toteż powszechne stało się grupowanie w większych i silniejszych pod względem defensywnym aglomeracjach. W dniu 23 lutego 1944 r. (była to Środa Popielcowa) około godziny czternastej przypuszczono szturm na wieś siłą jednej kompanii. Sztab samoobrony, widząc wśród napastników mundury Wehrmachtu, nakazał wstrzymać ogień i ograniczyć się jedynie do obserwacji.

Gdy podczas przesłuchiwania mieszkańców w sprawie radzieckiej partyzantki oraz ukrywania broni zaczęto stosować przemoc a następnie otworzono ogień do uciekającej ludności, strzelcy AK przystąpili do ofensywy. Członkowie samoobrony podjęli walkę w przekonaniu, iż napastnikami są nacjonaliści ukraińscy przebrani w niemieckiemundury. Wniosek taki wysunęli w oparciu o fakt, iż napastnicy posługiwali się miedzy sobą językiem ukraińskim. Bitwa w obronie wsi trwała około sześciu godzin, agresorzy opuścili Hutę Pieniacką zabrawszy ze sobą zabitych i rannych, pięciu poległych pozostawiono na terenie walki. Wśród dwóch spośród poległych a zabranych ze sobą ciał rozpoznano żołnierzy SS – Galizien, wcześniej stacjonujących w Brodach: Romana Andrijczuka i Ołeksego Bobaka. Ich uroczysty pogrzeb odbył się 2 marca w Brodach z udziałem gubernatora Galicji Otto von Wachtera i orkiestrą Luftwaffe specjalnie przybyłą na uroczystość z Lwowa. W nocy z 27 na 28 lutego 1944 r. do Huty Pieniackiej przybył kurier Inspektoratu AK w Złoczowie, który przekazał, iż w kierunku wsi podążają pododdziały Wehrmachtu. Większość oddziałów samoobrony tej samej nocy opuściły wieś aby nie narażać oraz nie wciągać okolicznej ludność w ewentualną konfrontację z Niemcami. We wczesnych godzinach porannych (około szóstej rad ranem) 28 lutego 1944 r., Huta Pieniacka, została otoczona przez kilkusetosobowy oddział wojska (w relacjach wymieniana jest liczba 500-600 żołnierzy) z 4 pułku policji SS – Galizien. Prawdopodobnie w pacyfikacji brały udział trzy bataliony ludzi wyposażonych w ciężką broń maszynową, moździerze i artylerię. Żołnierze byli ubrani w białe kombinezony maskujące i porozumiewali się w języku ukraińskim, dowódcy natomiast posługiwali się językiem niemieckim. ciekawa strona

Jak wynika z relacji świadków, żołnierzom towarzyszyli nacjonaliści ukraińscy, w tym zarówno członkowie Ukraińskiej Powstańczej Armii jak i okoliczne zbrojne bandy oraz mieszkańcy ukraińskich wsi: Jesionowa, Żarków, Werhobucz, Łukawiec i Gołębica. Sygnałem do rozpoczęcia pacyfikacji wsi było wystrzelenie rakiet sygnalizacyjnych. Sygnał świetlny składający się z różnych kolorów został wystrzelony z niemieckich i ukraińskich stanowisk z trzech stron: zielony od strony Majdanu Pieniackiego, żółty od Pieniak i czerwony od Żakowa. Zaraz po nadaniu wiadomości rozpoczęła się strzelanina z moździerzy oraz ciężkich karabinów maszynowych. Pierścień oblężniczy szybko się zacisnął a zabudowania znajdujące się na skraju wsi znalazły się w ogniu. W związku z tym, że w podpalonych domostwach, znajdowała się miejscowa ludność, część napastników pozostała w okolicy płonących mieszkań, oczekując na ewentualną ewakuację ukrywających się tam osób. Do uciekających przed ogniem bandyci z SS- Galizien strzelali bez ostrzeżenia, a następnie plądrowali opuszczone mienie.

Wchodząc do domów ukraińscy SS – mani wyprowadzali siłą znajdujących się w nich mieszkańców i prowadzili w stronę położonego na wzniesieniu murowanego kościoła.

Eskortowanie więźniów pod mury świątyni odbywało się w niezwykle brutalny sposób. Po opanowaniu wsi i umieszczeniu większości jej mieszkańców w kościele rzymskokatolickim, dwóch budynkach szkolnych – starym i nowym oraz dużej stodole mieszczącej się nieopodal zabudowań przy zagrodzie z bydłem, napastnicy rozpoczęli przesłuchiwania zatrzymanych.

Spośród zgromadzonych wywoływano poszczególne osoby, które obok kościoła były poddane przesłuchaniom na okoliczność pobytu we wsi radzieckich partyzantów, ukrywania osób narodowości żydowskiej oraz opieki nad rannymi partyzantami. W toku przesłuchań stosowano przemoc fizyczną polegającą na biciu po całym ciele i zadawaniu ran. Dobór przesłuchiwanych osób pozwala na przyjęcie, iż sprawcy posiadali wiedzę co do dowództwa i składu oddziału samoobrony, a także miejsca ukrywania się radzieckich partyzantów. Kazimierz Wojciechowski, członek AK, po rozpoznaniu przez ukraińskich SS- Manów, został zaciągnięty na plac przed kościołem, gdzie sprawcy oblali go substancją łatwopalną (najprawdopodobniej benzyną) i podpalili. Inżynier spłonął żywcem na oczach mieszkańców. Około godziny czternastej napastnicy rozpoczęli wyprowadzanie mieszkańców wsi z kościoła i szkół. Poszczególne grupy liczyły od 20 do 50 osób, były w śród nich starsze kobiet i dzieci oraz mężczyźni. Każda grupa była konwojowana przez kilkunastu żołnierzy, którzy zapewniali prowadzonych, iż wkrótce zostaną zwolnieni. W pierwszej kolejności wyprowadzono kobiety i dzieci. Jako ostatnią, wyprowadzono grupę mężczyzn oraz młodzieży, których z kolei poinformowano, że zostaną wywiezieni do III Rzeszy jako robotnicy przymusowi. Ludność była kierowana do stodół i drewnianych zabudowań zlokalizowanych na różnych posesjach, w niewielkiej odległości od centrum wsi. Po wpędzeniu ścieśnionych ludzi do wnętrz takich obiektów otwierano ogień z karabinów i broni maszynowej. Do okien wrzucano granaty oraz oblewano substancją łatwopalną i podpalano. Zarówno w toku konwojowania jak i w czasie realizacji opisanych powyżej działań, sprawcy dokonali zabójstw szeregu osób, które podjęły próbę ucieczki lub stawiały jakikolwiek opór. Tylko nieliczni zdołali zbiec. Plądrowanie i palenie wsi miało miejsce do godzinny siedemnastej, wtedy to napastnicy odjechali zabierając z sobą skradzione mienie. Szacuje się, że w wyniku pogromu Huty Pieniackiej śmierć poniosło od 700 do 1,5 tys. osób. Wszystkie domy oraz zagrody zostały spalone, łącznie 168 zabudowań. Ocalał jedynie kościół oraz oba budynki szkolne, które zostały zrównane z ziemią w o okresie zimnowojennym. W sprawie pacyfikacji wsi nadal trwa śledztwo prowadzone przez Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiem (dane na ten temat dostępne w: OKŚZpNP w Krakowie, sygn. S 50/03/). Zniszczony na początku stycznia tego roku pomnik wzniesiony był w miejscu, na którym niegdyś stał kościół. Miał formę krzyża z wyrytą nazwą miejscowości i datą pogromu (na jej umieszczenie władze ukraińskie z początku nie wyrażały zgody). Po jego obu stronach umiejscowiono dwie tablice, przypominające swym wyglądem kamienne tabliczki Dekalogu. Na nich widniały nazwiska wszystkich ofiar – mieszkańców wsi, którzy 28 lutego 1944 r. zostali zamordowani. Monument odsłonięto w 2005 r. Jego idea była narażona na nieustający atak propagandy ukraińskich nacjonalistów. Obok pomnika wzniesiono „kontr pomnik” gloryfikujący SS – Galizien. Widniały również czerwono – czarne tablice inskrypcjami negującymi zbrodnię. W 2009 r. aktywiści partii „Swoboda” zakłócali obchody 65 – lecia pogromu.

Strona ukraińska, jeżeli zależy jej na dobrych relacjach z Polską, powinna jak najszybciej wyjaśnić motywy obu dewastacji oraz ustalić sprawców. Również polska strona powinna się bardziej zaangażować w śledztwo w sprawie niszczenia monumentów powstałych ze wsparcia Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Łatwo sobie wyobrazić jaka by była reakcja rządów, gdyby wysadzono pomnik w Jedwabnem, albo zdewastowano płyty ku czci pomordowanych Żydów w Berlinie. Mam nadzieją, że cała sprawa nie zostanie zamieciona pod dywan.

fot. wikipedia.org