Małżeństwo z rozsądku? O relacjach polsko-niemieckich raz jeszcze

Małżeństwo z rozsądku? O relacjach polsko-niemieckich raz jeszcze

Jakub Wieszczak

- kategorie: Blog, Polityka

Stosunki polsko-niemieckie od wielu dekad należą zarówno do najtrudniejszych, jak i najistotniejszych z punktu widzenia polskiej racji stanu. Do refleksji nad ich obecną postacią skłania niedawna wizyta kanclerz Angeli Merkel w Polsce. Czy rzeczywiście zmiana ekipy rządzącej w 2015 r. stała się wyznacznikiem nowych priorytetów w polskiej polityce zagranicznej czy też przybrała formę kontynuacji działań poprzedników?

Aby móc odpowiedzieć na tak postawione pytanie, konieczne jest skonfrontowanie się z naszymi narodowymi lękami i fobiami. Wiele z nich dotyczy właśnie Republiki Federalnej Niemiec i Niemców, którzy w naszej percepcji zajmują szczególne miejsce. Z jednej strony zakorzenione w polskiej świadomości stereotypy (oscylujące wokół wciąż żywej pamięci o II wojnie światowej) pokutują we wzajemnych relacjach między oboma narodami, z drugiej – zmiana pokoleniowa w coraz większym stopniu niweluje pejoratywne postrzeganie Niemców, szczególnie przez młodych Polaków. Istnieje jednak kilka punktów zapalnych, wokół których od lat trwa publiczna dyskusja. Bez wątpienia zalicza się do nich polityka historyczna (prowadzona przez obydwa narody), kwestia relacji z Federacją Rosyjską oraz dyskusja nad hegemonią Niemiec w strukturach Unii Europejskiej.

Obawy i szanse

Komentując wynik wyborów parlamentarnych z 2015 r., polskie media często zastanawiały się, czy wraz z oddaniem przez PO władzy na rzecz zwycięskiego PiS-u zmianie ulegnie kształt relacji polsko-niemieckich, wypracowany przez Platformę Obywatelską w latach 2007-2015. Czy jednak różnice w doborze priorytetów polityki zagranicznej były aż tak wyraziste? Kontekst relacji polsko-niemieckich na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat był niemalże tożsamy z tym, co ogólnie pojmowano jako stosunki Polski z UE, a wynikało to z hegemonicznej pozycji Niemiec w strukturach unijnych. Berlin miał prawie całkowitą swobodę w możliwości kształtowania zarówno swojego wizerunku jako mocarstwa sektorowego, jak i poprzez czynniki geopolityczne wywierania bezpośredniego wpływu na kierunek i charakter unijnych działań. W tym kontekście rozszerzanie i stabilizacja polityczno-społeczna w UE były dla Niemiec czymś niezwykle korzystnym, umożliwiały bowiem bezproblemowe lokowanie kapitału i ekspansję niemieckich inwestorów na rynki zagraniczne. Szereg tego typu aktywności można było zaobserwować przede wszystkim w krajach Europy Środkowej: Czechach, Węgrzech czy Polsce. Kumulacja potencjału ludzkiego, ekonomicznego i politycznego czyniły z Niemiec jednego z najważniejszych graczy europejskiej dyplomacji; gracza, który był jednak obarczony jednym niezwykle istotnym brzemieniem – wiarygodnością. strona warta polecenia

Ciężar winy

Po II wojnie światowej niemieckie społeczeństwo i kolejne rządy ze wszystkich sił starały się odciąć od tego, co wydarzyło się w latach 1939-45. Berlin zazwyczaj wybierał stosunkowo komfortową opcję, jaką była pamięć pozbawiona czegoś na kształt „monopolu winy”. Podobne rozwiązania sprawdziły się w dyskusji nad tym, kto był odpowiedzialny za wybuch I wojny światowej, nie miały jednak prawa zadziałać w przypadku wydarzeń takich jak choćby Holocaust. Dlatego też niemiecka polityka historyczna wypracowała specyficzne podejście, widoczne szczególnie wyraźnie w stosowanej przez Berlin retoryce – opisując wydarzenia II wojny światowej, najbardziej wpływowe media rzadko posługują się np. pojęciem Niemcy, raczej używają określeń III Rzesza, naziści itd. Tego typu zabiegi są uzasadnione z pragmatycznego punktu widzenia, tworzą jednak konfliktogenne sytuacje, szczególne jeśli chodzi o polską percepcję tożsamościową.

Tak było…

W prowadzonej przez Platformę Obywatelską polityce historycznej skupiono się przede wszystkim na dobru kolektywnym, w pewnym stopniu rezygnując z egzekwowania narodowych ambicji. Przez kolektywizm można rozumieć przede wszystkim interes Unii Europejskiej jako całości, a co za tym idzie także i interes Niemiec.

Pojawiające się od kilku lat w prasie zagranicznej notki o „polskich obozach zagłady” (będące zresztą nie tyle efektem politycznej manipulacji ze strony Niemiec, lecz niewiedzy i braku profesjonalizmu dziennikarzy i publicystów) w większości przypadków nie zostały wyraziście skrytykowane przez polskie ośrodki władzy, co bez wątpienia było szkodliwe dla wizerunku naszego kraju

Ówcześni przedstawiciele opozycji oczekiwali bardziej zdecydowanych kroków, mających pociągnąć do odpowiedzialności osoby rozpowszechniające te fałszywe informacje. Kontrowersje wzbudzał również program budowy niemiecko-rosyjskiego gazociągu omijającego Polskę. Bezpieczeństwo energetyczne i będące jego bezpośrednią konsekwencją uzależnienie od dostaw surowca z Federacji Rosyjskiej od lat stanowiły wyzwanie dla kolejnych rządów w Warszawie. Politycy Prawa i Sprawiedliwości szczególnie zawzięcie forsowali ideę ekonomicznego uniezależnienia się od Moskwy, a wszelkie działania państw ościennych zakłócające ten proces postrzegano jako wrogie.

Pomimo różnych wyzwań i realnych problemów relacje polsko-niemieckie w okresie rządów Platformy można określić jako dobre – kraje współpracowały na wielu płaszczyznach, począwszy od wspomnianej wcześniej gospodarki po inicjatywy społeczno-kulturalne. Nie był to jednak okres całkowicie pozbawiony trudności. Jego swoistym podsumowaniem był jednak wybór Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej, który oczywiście nie mógł odbyć się bez poparcia – zarówno formalnego, jak i nieoficjalnego – ze strony Niemiec. Choć wśród publicystów pojawiła się teoria, że relacje polsko-niemieckie w okresie 2007-14 miały znamiona wyraźnej uległości i podporządkowania ze strony polskiej, bezpośrednio przyczyniając się do kariery Donalda Tuska, to jednak należy docenić je jako okres stabilizacji i wzrostu wzajemnego zaufania pomiędzy oboma narodami.

tak miało być…

Rewizjonistyczna podstawa programowa Prawa i Sprawiedliwości oraz szumnie zapowiadana zmiana priorytetów na arenie międzynarodowej, wraz z koniecznością odbudowy ,,silnej pozycji państwa”, mogły wzbudzać mieszane odczucia. Niemcy pozostawały do 2015 r. najważniejszym europejskim partnerem Polski – zarówno w sferze gospodarczej, jak i politycznej. Stopniowo psujące się relacje Warszawy z instytucjami unijnymi, pogarszane przez personalne animozje i niechęć prominentnych polityków PiS-u do Donalda Tuska, zawirowania ustrojowe związane z Trybunałem Konstytucyjnym i dalszym postępowaniem Komisji Weneckiej rzucały się cieniem na stosunki na linii Polska-Niemcy. Taka też atmosfera towarzyszyła niedawne j wizycie kanclerz Angeli Merkel w Warszawie, budzącej tyle samo nadziei co wątpliwości.

a tak jest

Podczas swojego zaledwie jednodniowego pobytu w lutym 2017 r. w Warszawie Angela Merkel miała bardzo napięty harmonogram. Znalazła czas na spotkanie z prezydentem Andrzejem Dudą (jedyna rozmowa w cztery oczy, bez udziału mediów), premier Beatą Szydło oraz – co interesujące – z przedstawicielami opozycji i szefem PiS-u Jarosławem Kaczyńskim. Wbrew temu, czego obawiano się najbardziej, Merkel nie stosowała całkowicie nieprzychylnej retoryki. Owszem, wśród jej wypowiedzi można było znaleźć sugestie odnośnie do konieczności przestrzegania ustawy zasadniczej czy nienaruszania demokratycznych podstaw ustroju państwa, niemniej nie było wyraźnej, jednoznacznej krytyki uderzającej w polski rząd, a opozycji dającej kolejny argument do podważania legalności niektórych kroków podejmowanych przez gabinet Beaty Szydło. Dodatkowo spotkania z prezesem Kaczyńskim oraz liderami PO i PSL, Grzegorzem Schetyną i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, stwarzały interesującą płaszczyznę do interpretacji. Z jednej strony wspominano o chęci poznania opinii o sytuacji państwa z różnych perspektyw, z drugiej – włączanie prezesa Kaczyńskiego w rozmowy między osobami piastującymi najważniejsze stanowiska w kraju prowokowało pytanie, czy aby w Polsce nie mamy do czynienia z dualizmem władzy, formalnej i nieformalnej.

Abstrahując jednak od tych rozważań, warto odnotować, że spotkanie Merkel z Szydło przebiegło w stosunkowo swobodnej atmosferze, pełnej uprzejmości i kurtuazyjnych gestów

Oczywiście nie sposób mówić o przyjaźni czy serdeczności, tego bowiem wyraźnie brakowało. Niemniej jednak wydaje się, że obawy o załamanie relacji polsko-niemieckich były przesadzone. Spotkania na szczycie bardzo rzadko rozwiązują istotne, skumulowane przez lata problemy, pozwalają jednak odczytać ogólne kierunki i plany działania zaangażowanych stron. Po przyjrzeniu się przebiegowi wizyty kanclerz Merkel w Polsce można powiedzieć, że obecny charakter relacji Berlin-Warszawa nosi znamiona małżeństwa z rozsądku. Partnerzy zainwestowali zbyt wiele czasu i energii w realizowane projekty, by pewne niezgodności mogły całkiem je przekreślić. Pozostaje mieć nadzieję, że ta racjonalność jest dobrym sygnałem na przyszłość, zarówno dla Niemiec, jak i Polski.

fot.wikipedia.org